Nie wiem czemu akurat ten numer wybrałam. Może dlatego, że w jego towarzystwie czułam się bezpiecznie i pewnie? Może dlatego, że był dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam? A może dlatego, że akurat on był zapisany w tym, a nie innym miejscu? Po prostu wcisnęłam tę cholerną słuchawkę, ale już po chwili zaczęłam żałować swojego czynu. Pukanie w drzwi narastało, potem zaczęło się wydzwanianie na telefon domowy oraz dzwonienie dzwonkiem do drzwi. Nie zwracałam na to wszystko uwagi. Siedziałam pod białą ścianą i zalewałam się łzami choć tak na prawdę nic poważnego się nie działo. W końcu wstałam. Wolnym krokiem podeszłam do drzwi frontowych i od kluczyłam je. Oparłam się o nie kiedy szatyn był już w środku. Otarłam policzki wierzchem dłoni po czym cicho zaśmiałam się z swojej głupoty. On tylko stał i patrzył na mnie z przymrużonymi oczyma, jakby nad czymś intensywnie myślał. Trwało to kilka minut, może kilkanaście, aż w końcu podszedł do mnie i bez zastanowienia pocałował. Bez wahania odwzajemniłam pocałunek po czym przylgnęłam do niego całym ciałem i nie zamykając oczu pogłębiłam go. Wspięłam się na chłopaka i oplotłam go nogami w pasie kiedy ten zaczął się cofać. Nie chciałam tego przerywać, nie w tym momencie. Zależało mi na jego bliskości, na jego cieple i czułości, której tak dawno już nie zaznałam. Wiedziałam, że nie jest wystarczająco silny emocjonalnie by mnie odtrącić, by odrzucić.
W końcu mnie kochał i nie oszukujmy się, ja go nadal też. Tylko uświadomiłam to sobie dopiero kiedy nasze usta złączyły się po tym długim czasie rozłąki.
Nagle wszystkie moje emocje wróciły z zdwojoną siłą. Szczęście z tego, że go mam, strach przed tym, że stracę, ból który przepełniał mnie gdy go nie było i co najważniejsze, miłość którą darzyłam go od małego.
-Zayn...- wyszeptałam mu do ucha wtapiając swoje palce w jego ciemne włosy.- Kocham cię.
W końcu mnie kochał i nie oszukujmy się, ja go nadal też. Tylko uświadomiłam to sobie dopiero kiedy nasze usta złączyły się po tym długim czasie rozłąki.
Nagle wszystkie moje emocje wróciły z zdwojoną siłą. Szczęście z tego, że go mam, strach przed tym, że stracę, ból który przepełniał mnie gdy go nie było i co najważniejsze, miłość którą darzyłam go od małego.
-Zayn...- wyszeptałam mu do ucha wtapiając swoje palce w jego ciemne włosy.- Kocham cię.
Zayn...
Boże, co ja zrobiłem...
To niemożliwe...
Nie dopuszczałem do siebie myśli, że to co tu zaszło miało tak na prawdę miejsce. To nie mogła być prawda, to był sen. Tak, sen. Ukryłem twarz w dłoniach i wściekle uderzyłem w pościel, na której siedziałem.
Zraniłem ją, siebie i wiele innych osób. Zacząłem coś co już dawno się zakończyło. Coś co nie miało prawa istnieć.
Co z tego, ze ją kochałem? To się nie liczyło! Nie teraz, kiedy wszystkie sprawy się pokomplikowały! Minął rok, a ja miałem zapomnieć, miałem zniknąć i ułożyć sobie życie od nowa. Zacząć od początku.
Spojrzałem na szatynkę, która uśmiechała się przez sen. Usta miała różowe, policzki wręcz czerwone od rumieńców, jeszcze wilgotne od łez sprawiały wrażenie bardziej okrągłych niż zwykle, jakby jej życie właśnie wróciło na normalny tor. Normalny bieg. Roztrzepane włosy spływały po ramionach i opadały na śnieżnobiałą pościel, a powieki nieznacznie drgały jakby słyszały moje myśli. Odruchowo wyciągnąłem dłoń w jej kierunku i nałożyłem ją na jej drobną rączkę. Smukłe palce szybko odnalazły się w tej sytuacji i splotły z moimi o wiele większymi.
Poczułem przeszywające ciepło, a po chwili ból jakby mi go przekazała, jakby pokazała co przez ten rok czuła. Delikatnie rozplątałem nasze palce po czym wcisnąłem na siebie spodnie, koszulę, kurtkę i bezszelestnie opuściłem pokój, a potem dom. Na parking właśnie podjeżdżało auto jej rodziców. Byli dla mnie jak wujostwo. Dawno ich nie wiedziałem i tak na prawdę chyba nie chciałem, nie teraz.
-Zayn!- pisnęła pani Roberts i rzuciła się w moim kierunku zamykając mnie w szczelnym uścisku. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze byłą taka serdeczna i ciepła. Jak Grace. To na pewno odziedziczyła po mamie.
-Dobry wieczór.- odparłem kiedy kobieta odsunęła się ode mnie na kilka centymetrów by spojrzeć mi w twarz. - Przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Grace źle się czuła i poprosiła bym przyszedł. Teraz już śpi u siebie, a ja niestety, ale jestem już spóźniony. No wie pani... Zespół.- powiedziałem patrząc na dom na przeciwko ich.
-Oczywiście. Jak będziesz miał chwilkę czasu to wpadnij do nas. Właśnie dostałam urlop i jestem w domu.- powiedziała jeszcze raz mnie ściskając i poganiając męża, który nie mógł wygramolić się z samochodu.
Szybko ruszyłem w stronę domu, od kluczyłem drzwi i rzucając kurtkę w kąt przeszedłem przez hol. Kiedy tylko znalazłem się w salonie zobaczyłem Stelle. Serce pękało mi na widok dziewczyny siedzącej obróconej do mnie tyłem na fotelu. Cicho coś nuciła pod nosem. Najwidoczniej oczekiwali mnie już od dłuższego czasu.
Grace...
Usiadłam na kanapie i nie spuszczając wzroku z zegarka oczekiwałam aż wybije dwunasta, Kiedy to się tylko stało przeniosłam wzrok na szklany ekran telewizora i z szerokim uśmiechem zaczęłam oglądać wiadomości. Podkuliłam kolana pod brodę oczekując aż zaczną mówić o chłopcach. Przez całe pół godziny ani razu jednak nie padła nazwa ich zespołu co zaczęło mnie frustrować. Wyłączyłam telewizor po czym szybko wstałam i podeszłam do okna wyczekując Angeli i Mariki. Miałyśmy wybrać się na zakupy, bo w końcu dziś impreza. Szczerze, to wolała bym zostać w domu i zadzwonić po chłopaków, ale ja dotrzymują obietnic, które składam. Uśmiechnęłam się pod nosem na widok Zayna, który właśnie wychodził z domu. Szybko jednak ten uśmiech znikł z moich ust, bo zaraz za nim szła Stella. Wręcz kleiła się do niego i co chwilę całowała. Zagryzłam dolną wargę czując jak do oczu napływają mi łzy, ale szybko powstrzymałam oznakę bólu. Oblizałam wargi i kiedy szatyn spojrzał w moją stroną, a nasze spojrzenia spotkały się obróciłam się plecami do okna. Zaraz po tym incydencie usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko podeszłam do wyjścia i uchyliłam je lekko upewniając się, że nie jest to Jaymi, którego w tym momencie nie chciałam za bardzo widzieć.
Uśmiechnęłam się szeroko na widok dwóch nastolatek, które tak samo jak ja rzewnie się uśmiechały.
-Gotowa na podbój sklepów?- spytała Marika i okręciła się w swojej zwiewnej sukience. Wyglądała pięknie. Jej ciemne włosy rzadko były rozpuszczone co tylko wzmacniało efekt tego jak pięknie w takim wydaniu wygląda. Jej oczy błyszczały się, a ich brąz stał się jakby jaśniejszy niż wczoraj wieczorem.
Uśmiechnęłam się szeroko na widok dwóch nastolatek, które tak samo jak ja rzewnie się uśmiechały.
-Gotowa na podbój sklepów?- spytała Marika i okręciła się w swojej zwiewnej sukience. Wyglądała pięknie. Jej ciemne włosy rzadko były rozpuszczone co tylko wzmacniało efekt tego jak pięknie w takim wydaniu wygląda. Jej oczy błyszczały się, a ich brąz stał się jakby jaśniejszy niż wczoraj wieczorem.
Za to Angela stała trochę zła na nas. Ona nie znosiła zakupów. Najchętniej chodziła by w jednych spodniach przez całe życie i jednym t-shirt' cie. Blondynka ubrana była w rurki i biały podkoszulek, a na to narzuciła zieloną kurteczkę, którą dostała ode mnie na urodziny trzy miesiące temu. Zawsze podziwiałam ich styl.
Marika dziewczęca, a Angela trochę chłopczyca, ale z bardzo dobrym gustem. Ja za to byłam nijaka. Nie umywałam się przy nich dlatego zawsze to one doradzały mi co kupić, jak się ubrać i w czym mi ładnie.
-Tylko wezmę portfel.- powiedziałam biegnąc w stronę kuchni. Złapałam szybko za moją torebkę po czym krzycząc coś co miało oznaczać, że idę na zakupy wybiegłam zatrzaskując drzwi.
Marika dziewczęca, a Angela trochę chłopczyca, ale z bardzo dobrym gustem. Ja za to byłam nijaka. Nie umywałam się przy nich dlatego zawsze to one doradzały mi co kupić, jak się ubrać i w czym mi ładnie.
-Tylko wezmę portfel.- powiedziałam biegnąc w stronę kuchni. Złapałam szybko za moją torebkę po czym krzycząc coś co miało oznaczać, że idę na zakupy wybiegłam zatrzaskując drzwi.
***
Odetchnęłam z ulga kiedy udało mi się przebić przez tłum rozwrzeszczanych zakupoholiczek. Szybkim krokiem weszłam do jednej z kawiarni byle najdalej od wyprzedaży i wraz z przyjaciółkami rozsiadłyśmy się przy jednym z stolików. Odstawiłam torby z zakupami na jedno z siedzeń i utkwiłam wzrok w brunetce, która z głośnym śmiechem głęboko oddychała.
-I to kocham w zakupach. Tysiąc dziewczyn i jedna sukienka, którą oczywiście ja zdobyłam.- powiedziałam uśmiechając się zwycięsko. Wykręciłam oczyma i kiwnęłam na kelnera ręką by podszedł. Już po chwili siedziałyśmy z kawkami w ręce. Rozkoszowałam się gorzkim smakiem napoju kiedy usłyszałam głośne kaszlenie, a po chwili zobaczyłam jak Marika szturcha Angelę. Obie utkwiły wzrok gdzieś za moimi plecami, a kiedy chciałam się obrócić momentalnie złapały mnie za twarz i kazały na siebie patrzeć.
- Nie bądźcie dziećmi!- warknęłam, wyrywając się przy tym i spoglądając w tył. Moje usta raptownie rozchyliły się, a oczy zmrużyły z wściekłości. Myślałam, że się porzygam kiedy zobaczyłam Jaymi' ego, jak czule całuje jakąś rudowłosą zołzę. Już miałam wstawać, ale powstrzymała mnie myśl, ze ja wcale nie jestem lepsza.
Ba! Jestem straszna! Zrobiłam coś gorszego niż on w tym momencie. Przespałam się z moim byłym i to z czystego smutku. Nie myślałam racjonalnie, ale teraz wiem, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać tamtego dnia.
Obróciłam się z powrotem do dziewczyn i bez słowa zaczęłam mieszać łyżeczką w kawie. Wiedziałam, ze zapewne wymieniły teraz porozumiewawcze spojrzenia i na migi starały się dojść co jest grane.
-Każdy popełnia błędy.- skwitowałam opierając się o oparcie krzesła. Uniosłam powoli wzrok i tym samym napotkałam lekko rozchylone usta moich koleżanek. obie przyglądały mi się z niedowierzaniem jakbym była duchem.
-Co zrobiłaś? W normalniej sytuacji zabiłabyś i nas i jego, a teraz mówisz, że każdy popełnia błędy?- zadrwiła sobie ze mnie Angela. Spojrzałam na nią smutno po czym bez słowa wstałam, zabrałam kurtkę i wybiegłam z kawiarni. Gnałam przed siebie bez zastanowienia, nawet nie byłam pewna tego czy znam to miejsce. Nagle poczułam jak na twarz kapią mi krople deszczu, a po chwili szarpnięcie za rękę. Niechętnie pozwoliłam obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzałam w zielone tęczówki Hazzy. Miałam nadzieję, że da mi spokój i choć przez chwilę będę mogła być sama, ale na próżno. On utkwił we mnie swoje hipnotyzujące ślepia, a po chwili puścił.
-Uciekaj po raz kolejny od problemu. W tym jesteś na prawdę dobra...- wychrypiał kiedy spostrzegłam się, że płaczę. Zacisnęłam dłonie w pięści i z bezsilności uderzyłam chłopaka w klatkę piersiową, która nawet nie drgnęło, on nawet nie sapnął, nic. Stał tak jak wcześniej z spuszczonymi rękoma ukrytymi w kieszeniach spodni i kapturem na głowie, by nikt go nie rozpoznał. Tylko nieliczne loki wydostawały się spod czarnego materiału i mokły na deszczu.
-Pogubiłam się Harry... Zgubiłam się w tym pieprzonym życiu i już nigdy chyba nie odnajdę właściwej drogi.- wyszeptałam tuląc się do jego sztywnej piersi.
-Zabiorę cię do domu.- odparł jakby nie słyszał moich słów po czym objął mnie w pasie jedną dłonią i biegiem pociągnął mnie w stronę czarnego BMW. Kiedy już oboje siedzieliśmy na przednich siedzeniach poczułam miłe ciepło. Znów to uczucie bezpieczeństwa i szczęścia, które ostatnio ogarniało mnie zdecydowanie za rzadko. Ruszyliśmy w milczeniu. On skupiony na drodze, a ja na tym co mu powiem. Jak nasza rozmowa miała przebiec? Miałam tysiąc scenariuszy, ale żaden nie miał szczęśliwego zakończenia. Może dlatego, że ja byłam pesymistką? A może dlatego, że w tej historii nie mogło być happy endu?
W końcu Harry nadal coś do mnie czuł. Po tym wyznaniu w szpitalu mój i jego świat, oba, runęły. On stracił chęć by kogokolwiek obdarzyć uczuciem, a ja by kiedykolwiek spojrzeć mu jeszcze w twarz. To było tak bolesne przeżycie i tak dużo mnie kosztowało. A go? Go jeszcze więcej. Cierpienie, ból, płacz, rozpacz i chęć samozagłady. Gdybym potrafiła być na te odczucia odporna.
W końcu samochód stanął przed domem zespołu, który nadal gdzieś w głębi serca był moim przeznaczeniem. Harry obrócił się w moją stronę po czym mrużąc oczy obserwował każdy mój ruch i go analizował.
- Przepraszam, że uciekłam... Że zostawiłam ciebie... Was... Was wszystkich. Że skazałam na ból i cierpienie, ale nie wiesz ile mnie to kosztowało... Boże... Ja...- jąkałam się cały czas przy tym płacząc. Nie chciałam tego robić, ale emocje wzięły górę.- Ja nadal go kocham Harry...- wyszeptałam najciszej jak potrafiłam. Oczy bruneta jakby zwiększyły się i bardziej posmutniały. Wiedziałam, że go tym zranię, ale według mnie lepsze jest bolesna prawda niż słodkie kłamstwo.
-Grace... Musisz zrozumieć, że wy już nie istniejecie. On ma nowe życie, którego ty nawet w małym stopniu nie znasz. Nie wiesz co przez ten rok miało w życiu Zayna miejsce. W moim też. Jednak on przeszedł zmianę jakiej nikt się nie spodziewał i choćby kochał się nad życie nie wróci do ciebie. Przykro mi, ale musisz być tego świadoma.- odparł równie cicho. Całe te szczęście nagle prysło jak bańka mydlana. Jakbym obudziła się z pięknego snu.
-Co takiego miało miejsce?- spytałam. Czekałam chwilę, ale nie uzyskałam odpowiedzi.- Harry. Co się stało, że chcecie o mnie zapomnieć.?- spytałam ostrzej.
-Ja nie chcę... Zayn i chłopcy też. Ja nie muszę i nigdy nie zapomnę i chłopcy też, ale Zayn... Dla niego masz nie żyć. Masz być jego złudzeniem.
_______
Od Chocolate997: Długi, trochę tajemniczy i moim zdaniem lepszy od poprzedniego. Dużo się nad nim napracowałam, ale wiem że zapewne znajdą się jakieś błędy i niedociągnięcia. Jestem ciekawa czy ktoś wie co takiego stało się Zaynowi, co zmieniło się przez ten rok. Ja sama wpadłam na ten pomysł w trakcie pisania ( zresztą jak na większość ;P) i sama byłam nim zaskoczona;D
Ba! Jestem straszna! Zrobiłam coś gorszego niż on w tym momencie. Przespałam się z moim byłym i to z czystego smutku. Nie myślałam racjonalnie, ale teraz wiem, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać tamtego dnia.
Obróciłam się z powrotem do dziewczyn i bez słowa zaczęłam mieszać łyżeczką w kawie. Wiedziałam, ze zapewne wymieniły teraz porozumiewawcze spojrzenia i na migi starały się dojść co jest grane.
-Każdy popełnia błędy.- skwitowałam opierając się o oparcie krzesła. Uniosłam powoli wzrok i tym samym napotkałam lekko rozchylone usta moich koleżanek. obie przyglądały mi się z niedowierzaniem jakbym była duchem.
-Co zrobiłaś? W normalniej sytuacji zabiłabyś i nas i jego, a teraz mówisz, że każdy popełnia błędy?- zadrwiła sobie ze mnie Angela. Spojrzałam na nią smutno po czym bez słowa wstałam, zabrałam kurtkę i wybiegłam z kawiarni. Gnałam przed siebie bez zastanowienia, nawet nie byłam pewna tego czy znam to miejsce. Nagle poczułam jak na twarz kapią mi krople deszczu, a po chwili szarpnięcie za rękę. Niechętnie pozwoliłam obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzałam w zielone tęczówki Hazzy. Miałam nadzieję, że da mi spokój i choć przez chwilę będę mogła być sama, ale na próżno. On utkwił we mnie swoje hipnotyzujące ślepia, a po chwili puścił.
-Uciekaj po raz kolejny od problemu. W tym jesteś na prawdę dobra...- wychrypiał kiedy spostrzegłam się, że płaczę. Zacisnęłam dłonie w pięści i z bezsilności uderzyłam chłopaka w klatkę piersiową, która nawet nie drgnęło, on nawet nie sapnął, nic. Stał tak jak wcześniej z spuszczonymi rękoma ukrytymi w kieszeniach spodni i kapturem na głowie, by nikt go nie rozpoznał. Tylko nieliczne loki wydostawały się spod czarnego materiału i mokły na deszczu.
-Pogubiłam się Harry... Zgubiłam się w tym pieprzonym życiu i już nigdy chyba nie odnajdę właściwej drogi.- wyszeptałam tuląc się do jego sztywnej piersi.
-Zabiorę cię do domu.- odparł jakby nie słyszał moich słów po czym objął mnie w pasie jedną dłonią i biegiem pociągnął mnie w stronę czarnego BMW. Kiedy już oboje siedzieliśmy na przednich siedzeniach poczułam miłe ciepło. Znów to uczucie bezpieczeństwa i szczęścia, które ostatnio ogarniało mnie zdecydowanie za rzadko. Ruszyliśmy w milczeniu. On skupiony na drodze, a ja na tym co mu powiem. Jak nasza rozmowa miała przebiec? Miałam tysiąc scenariuszy, ale żaden nie miał szczęśliwego zakończenia. Może dlatego, że ja byłam pesymistką? A może dlatego, że w tej historii nie mogło być happy endu?
W końcu Harry nadal coś do mnie czuł. Po tym wyznaniu w szpitalu mój i jego świat, oba, runęły. On stracił chęć by kogokolwiek obdarzyć uczuciem, a ja by kiedykolwiek spojrzeć mu jeszcze w twarz. To było tak bolesne przeżycie i tak dużo mnie kosztowało. A go? Go jeszcze więcej. Cierpienie, ból, płacz, rozpacz i chęć samozagłady. Gdybym potrafiła być na te odczucia odporna.
W końcu samochód stanął przed domem zespołu, który nadal gdzieś w głębi serca był moim przeznaczeniem. Harry obrócił się w moją stronę po czym mrużąc oczy obserwował każdy mój ruch i go analizował.
- Przepraszam, że uciekłam... Że zostawiłam ciebie... Was... Was wszystkich. Że skazałam na ból i cierpienie, ale nie wiesz ile mnie to kosztowało... Boże... Ja...- jąkałam się cały czas przy tym płacząc. Nie chciałam tego robić, ale emocje wzięły górę.- Ja nadal go kocham Harry...- wyszeptałam najciszej jak potrafiłam. Oczy bruneta jakby zwiększyły się i bardziej posmutniały. Wiedziałam, że go tym zranię, ale według mnie lepsze jest bolesna prawda niż słodkie kłamstwo.
-Grace... Musisz zrozumieć, że wy już nie istniejecie. On ma nowe życie, którego ty nawet w małym stopniu nie znasz. Nie wiesz co przez ten rok miało w życiu Zayna miejsce. W moim też. Jednak on przeszedł zmianę jakiej nikt się nie spodziewał i choćby kochał się nad życie nie wróci do ciebie. Przykro mi, ale musisz być tego świadoma.- odparł równie cicho. Całe te szczęście nagle prysło jak bańka mydlana. Jakbym obudziła się z pięknego snu.
-Co takiego miało miejsce?- spytałam. Czekałam chwilę, ale nie uzyskałam odpowiedzi.- Harry. Co się stało, że chcecie o mnie zapomnieć.?- spytałam ostrzej.
-Ja nie chcę... Zayn i chłopcy też. Ja nie muszę i nigdy nie zapomnę i chłopcy też, ale Zayn... Dla niego masz nie żyć. Masz być jego złudzeniem.
_______
Od Chocolate997: Długi, trochę tajemniczy i moim zdaniem lepszy od poprzedniego. Dużo się nad nim napracowałam, ale wiem że zapewne znajdą się jakieś błędy i niedociągnięcia. Jestem ciekawa czy ktoś wie co takiego stało się Zaynowi, co zmieniło się przez ten rok. Ja sama wpadłam na ten pomysł w trakcie pisania ( zresztą jak na większość ;P) i sama byłam nim zaskoczona;D
Choroba jakaś?? Śmierć?? Jakaś inna miłość?? Menadżer?? xd No nwm,a le to dobrze, będzie zaskoczenie ;D A rozdział fantastyczny, jak każdy :D I długi i wgl... ^^ Czekam na NN ;D
OdpowiedzUsuńJa myślę ,że to będzie mały Zayn :D Czyżby Stella zaszła w ciąże ? :P
OdpowiedzUsuńMało prawdopodobny scenariusz ale mnie coś ku niemu tknęło gdy czytałam :)
Rozdział jest rzeczywiście lepszy od poprzedniego :)
Bardzo ciekawie opisałaś całą sytuacje :)
Czekam na kolejny ! :*
Nigdy nie lubiłam jak ktoś używał słów: zakluczać i odkluczać, nie lepiej byłoby napisać: otworzyć, zamknąć?
OdpowiedzUsuń"bez zastanowienia pocałował. Bez wahania odwzajemniłam pocałunek"
Jak czyta się szybko to trochę to źle brzmi.
"tak samo jak ja rzewnie się uśmiechały." Nie wiem, może jestem zacofana, ale czy ktoś uśmiecha się rzewnie? Bardziej pasuje szeroko.
"Cierpienie, ból, płacz, rozpacz i chęć samozagłady." samozagłada kojarzy mi się bardziej z wampirem, czy jakimś innym fantastycznym stworzeniem, lepiej brzmi śmierć.
Strasznie podoba mi się twój styl pisania. Sposób w jaki wszytko opisujesz jest genialny!
Długość idealna, no perfekcja.
Obiecuję w wolnym czasie wszytko przeczytać.
Mam nadzieje, że Cię nie uraziłam takim wytykaniem błędów :D
Zapraszam do siebie i liczę na twoją szczerą opinię.
my-red-sky.blogspot.com