niedziela, 23 grudnia 2012

Epilog. Mimo kilometrów i przeszkód nasze serca biją w jednakowym rytmie.

        Wysiadłam z auta, trzaskając przy tym drzwiami z całej siły. Miałam ochotę przyłożyć Harry'emu za to, że krył Zayna i jego tajemnice, ale czego mogłam się spodziewać? Że wsypie najlepszego przyjaciela dla jakiejś dziewczyny, która ich zdaniem zapewne jest głupią lalą? Nie, to nie było w jego stylu. Hazza był oddany i uczciwy, ale nie w stosunku do mnie. Ukrywał coś, a ja  chciałam to jak najszybciej rozwikłać. W końcu to przez tę ich ,,sytuację'' nie mogłam z nim być. Na początku podejrzewałam powrót do Stelli. W końcu te ich uściski na parkingu przed domem... Jednak jakoś nie chciałam w to wierzyć, nie mieściło mi się to w głowie. Wciąż liczyłam, że wygram, że to mnie wybierze. Zalana łzami wbiegłam do mieszkania chłopców i nie zważając na to jak Niall mi się przygląda po prostu przebiegłam do salonu. Stanęłam twarzą w twarz z szatynem, który teraz wyglądał na zdenerwowanego zaistniałą sytuacją.
   -Czemu to robisz?- spytałam podchodząc bliżej, nie spoglądając nawet na jego kumpli, którzy w ciszy przyglądali się nam. Czułam na sobie czyjś wzrok i kaszlniecie Stelli. Nie obróciłam się jednak ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku.
  -Nie wiem o czym mówisz.- odparł ostro Zayn z nutą arogancji z głosie. Był tak zimny i oschły jak nigdy. Przez moment nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wszystko układałam sobie w głowie i przewidywałam jego kolejne słowa, a on w tym czasie wypowiedział słowa, które chyba już do końca życia utkną w mej pamięci. - Nie kocham cię, nigdy nie kochałam i nie będę kochał. To była jednorazowa przygoda, która nigdy więcej nie będzie miała miejsca. Jesteś głupia jeśli myślałaś, że naprawdę mi na tobie zależy. Jak sobie to wyobrażasz? Ktoś taki jak ja i taka szara myszka jak ty? Pff... Jesteś żałosna. Kocham Stelle i tylko to się liczy więc spieprzaj z mojego życia raz na zawsze.- z zapartym tchem słuchałam jego słów. Nie wiedziałam nawet kiedy przestały płynąć łzy i kiedy smutek zastąpiła złość. Na siebie i na niego. Że dałam się tak oszukać i zmanipulować, a on się mną bawił. Że nasz związek rozpadł się już wtedy gdy wyjechał do Anglii.
   -A teraz ja coś ci powiem. Nie wiem co ukrywasz, ale się dowiem. I wiem, że kłamiesz... Że mnie zwodzisz. Nie jestem głupia i odgadnę co jest grane. A co do miłości... To chyba nie znasz znaczenia słowa ,,Kocham''. Sprawdź w słowniku. Takich suk jak ona nie da się darzyć uczuciem...- wysyczałam po czym obróciłam się napięcie i wyszłam z willi tego sukinsyna.

Udawajmy, że się nie znamy, a to co było to tylko koszmar...

          Tego dnia wszystko uległo zmianie. Jego słowa bolały, ale tak na prawdę nic nie znaczyły. Były puste i beznamiętne. Najchętniej zmieniła bym przebieg tego wszystko. Nigdy go nie poznałam. Zostawiła go w niepamięci.  Wiedziałam, że to kłamstwo, złudzenie. Ale i tak kuło, prosto w serce. Nasze drogi złączyły się po raz kolejny po roku rozłąki, ale wszystko było inne. Jakby w ciemnych barwach malowane, jakby ta tajemnica zniszczyła i go i mnie. Dojście prawdy było trudne... Ciągłe kłamstwa, zwodzenie, problemy i te słowa, które bez ustanku dudniły mi o brzegi czaszki. Ciągle to słyszałam.
  ,, Nie kocham cię, nigdy nie kochałem i nie będę kochał... Ktoś taki jak ja i taka szara myszka?...Jesteś żałosna... Spieprzaj z mojego życia...''
   Nadal mi ciężko z myślą, że to co było skończyło się i tak na prawdę już nigdy nie wróci, ale co mogę poradzić? Najwidoczniej nie był mi przeznaczony, a ja mu.
   Poczułam szarpnięcie za ramię, a po chwili moim oczom ukazał się chłopak w kręconych włosach. loki opadały na jego bladą skórę, a zielone tęczówki spoglądały w moją stronę z radością. Mimo tego wszystkiego wciąż był moim najlepszym przyjacielem, wciąż był przy mnie, w moim sercu. Chciałam by tak pozostało na zawsze, by to była tylko przyjaźń i nic więcej, ale z każdym dniem moje uczucia ulegały drobnej, wręcz znikomej zmianie. Jakby moje serce przepełniała coraz to większa uczuciowość i ciepło. Teraz na jego widok czułam motylki w brzuchu i przyjemne mrowienie w karku.
   -Jedziemy...- wyszeptał, a jego oczy raptownie posmutniały. Nagle wypełnił je lód i ból, który towarzyszyły nam obu w czasie rozłąki.- Nie miej mu za złe... Jak miał ci to powiedzieć? Tylko jeszcze bardziej byś cierpiała.- odgarnęłam włosy z twarzy i utkwiłam wzrok w moich ciemnych butach.
   -A teraz nie cierpię? Skrywaliście przede mną to, że Zayn ma dziecko, że Stella jest matką, a ja przegrywam w walce z niemowlęciem. Nie ważne...- wybąkałam po czym przylgnęłam do niego z wymuszonym uśmiechem. - Bezpiecznej drogi wam życzę. Zadzwoń jak będziesz na miejscu...- dodałam wracając do wcześniejszej pozycji i cofając się kilka kroków w tył. W tym samym momencie wyczułam jak na coś wpadam, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam ciemne oczy i grymas na twarzy szatyna. Zayn stał z kluczykami od auta w jednej ręce i kocykiem w drugiej.
   -Przepraszam...- wyszeptał łamiącym się głosem patrząc mi przy tym głęboko w oczy. Cicho westchnęłam i przytuliłam się do niego delikatnie. Tak dawno tego nie robiłam, że aż zapomniałam jakie to przyjemne.
   -Miłość nie musi być okazywana, starczy że mamy ją w sercu...- wyszeptałam mu do ucha po czym z łzami w oczach wypuściłam go z uścisku.- Leć do Stelli i Tiary. Trzymam za was kciuki...


Wciąż czuję zapach jej perfum, smak jej ust, ciepło jej ciała i miłość jakiej nikt inny mi nie dał. Mimo kilometrów i przeszkód nasze serca biją w jednakowym rytmie.

________
Nie wiem co wam napisać... W końcu to koniec. Pokochałam tę historię całym sercem i chyba żadne z moich osobistych opowiadań nie było mi tak bliskie. Historia Grace od początku nie była dla mnie łatwym wyzwaniem, ale mam nadzieję, że was nie zawiodłam. Kilka razy miałam zamiar pisać to ciut dłużej, ale w końcu wyszło jak wyszło.
   Pomysł na epilog wziął się tak na prawdę znikąd. Zaczęłam pisać i tyle. Nad zakończeniem tego opowiadania myślałam długo i nie miałam żadnego pomysłu, ale nie szkodzi. Myślę, że liczy się fakt iż napisałam do końca, bo w końcu w moim przypadku to trudne;)
  Dziękuję wszystkim którzy to czytali, a już zwłaszcza komentowali;;P Jesteście wielcy...

A oto moje nowe opowiadanie. Tym razem już nie o 1D ;) http://kochaj--wiecznie.blogspot.com/

No i na sam koniec chciałam życzyć wam wszystkim radosnych, pełnych ciepła rodzinnego i śniegu świąt. By wasze wszystkie marzenia spełniły się w nadchodzącym 2013 roku i by ta trzynastka nie okazała się pechowa. ;)

czwartek, 20 grudnia 2012

13.Dla niego masz nie żyć. Masz być jego złudzeniem.

        Nie wiem czemu akurat ten numer wybrałam. Może dlatego, że w jego towarzystwie czułam się bezpiecznie i pewnie? Może dlatego, że był dla mnie jak brat, którego nigdy nie miałam? A może dlatego, że akurat on był zapisany w tym, a nie innym miejscu? Po prostu wcisnęłam tę cholerną słuchawkę, ale już po chwili zaczęłam żałować swojego czynu. Pukanie w drzwi narastało, potem zaczęło się wydzwanianie na telefon domowy oraz dzwonienie dzwonkiem do drzwi. Nie zwracałam na to wszystko uwagi. Siedziałam pod białą ścianą i zalewałam się łzami choć tak na prawdę nic poważnego się nie działo.  W końcu wstałam. Wolnym krokiem podeszłam do drzwi frontowych i od kluczyłam je. Oparłam się o nie kiedy szatyn był już w środku. Otarłam policzki wierzchem dłoni po czym cicho zaśmiałam się z swojej głupoty. On tylko stał i patrzył na mnie z przymrużonymi oczyma, jakby nad czymś intensywnie myślał. Trwało to kilka minut, może kilkanaście, aż w końcu podszedł do mnie i bez zastanowienia pocałował. Bez wahania odwzajemniłam pocałunek po czym przylgnęłam do niego całym ciałem i nie zamykając oczu pogłębiłam go. Wspięłam się na chłopaka i oplotłam go nogami w pasie kiedy ten zaczął się cofać. Nie chciałam tego przerywać, nie w tym momencie. Zależało mi na jego bliskości, na jego cieple i czułości, której tak dawno już nie zaznałam.  Wiedziałam, że nie jest wystarczająco silny emocjonalnie by mnie odtrącić, by odrzucić.   
    W końcu mnie kochał i nie oszukujmy się, ja go nadal też. Tylko uświadomiłam to sobie dopiero kiedy nasze usta złączyły się po tym długim czasie rozłąki.
   Nagle wszystkie moje emocje wróciły z zdwojoną siłą. Szczęście z tego, że go mam, strach przed tym, że stracę, ból który przepełniał mnie gdy go nie było i co najważniejsze, miłość którą darzyłam go od małego.
   -Zayn...- wyszeptałam mu do ucha wtapiając swoje palce w jego ciemne włosy.- Kocham cię.

Zayn...

        Boże, co ja zrobiłem...
      To niemożliwe...
        Nie dopuszczałem do siebie myśli, że to co tu zaszło miało tak na prawdę miejsce. To nie mogła być prawda, to był sen. Tak, sen. Ukryłem twarz w dłoniach i wściekle uderzyłem w pościel, na której siedziałem. 
   Zraniłem ją, siebie i wiele innych osób. Zacząłem coś co już dawno się zakończyło. Coś co nie miało prawa istnieć. 
   Co z tego, ze ją kochałem? To się nie liczyło! Nie teraz, kiedy wszystkie sprawy się pokomplikowały! Minął rok, a ja miałem zapomnieć, miałem zniknąć i ułożyć sobie życie od nowa. Zacząć od początku.
   Spojrzałem na szatynkę, która uśmiechała się przez sen. Usta miała różowe, policzki wręcz czerwone od rumieńców,  jeszcze wilgotne od łez sprawiały wrażenie bardziej okrągłych niż zwykle, jakby jej życie właśnie wróciło na normalny tor. Normalny bieg. Roztrzepane włosy spływały po ramionach i opadały na śnieżnobiałą pościel, a powieki nieznacznie drgały jakby słyszały moje myśli. Odruchowo wyciągnąłem dłoń w jej kierunku i nałożyłem ją na jej drobną rączkę. Smukłe palce szybko odnalazły się w tej sytuacji i splotły z moimi o wiele większymi. 
   Poczułem przeszywające ciepło, a po chwili ból jakby mi go przekazała, jakby pokazała co przez ten rok czuła.  Delikatnie rozplątałem nasze palce po czym wcisnąłem na siebie spodnie, koszulę, kurtkę i bezszelestnie opuściłem pokój, a potem dom. Na parking właśnie podjeżdżało auto jej rodziców. Byli dla mnie jak wujostwo. Dawno ich nie wiedziałem i tak na prawdę chyba nie chciałem, nie teraz.
   -Zayn!- pisnęła pani Roberts i rzuciła się w moim kierunku zamykając mnie w szczelnym uścisku. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze byłą taka serdeczna i ciepła. Jak Grace. To na pewno odziedziczyła po mamie.
   -Dobry wieczór.- odparłem kiedy kobieta odsunęła się ode mnie na kilka centymetrów by spojrzeć mi w twarz. - Przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Grace źle się czuła i poprosiła bym przyszedł. Teraz już śpi u siebie, a ja niestety, ale jestem już spóźniony. No wie pani... Zespół.- powiedziałem patrząc na dom na przeciwko ich. 
   -Oczywiście. Jak będziesz miał chwilkę czasu to wpadnij do nas. Właśnie dostałam urlop i  jestem w domu.- powiedziała jeszcze raz mnie ściskając i poganiając męża, który nie mógł wygramolić się z samochodu.
   Szybko ruszyłem w stronę domu, od kluczyłem drzwi i rzucając kurtkę w kąt przeszedłem przez hol. Kiedy tylko znalazłem się w salonie zobaczyłem Stelle. Serce pękało mi na widok dziewczyny siedzącej obróconej do mnie tyłem na fotelu. Cicho coś nuciła pod nosem. Najwidoczniej oczekiwali mnie już od dłuższego czasu.

Grace...

                 Usiadłam na kanapie i nie spuszczając wzroku z zegarka oczekiwałam aż wybije dwunasta, Kiedy to się tylko stało przeniosłam wzrok na szklany ekran telewizora i z szerokim uśmiechem zaczęłam oglądać wiadomości. Podkuliłam kolana pod brodę oczekując aż zaczną mówić o chłopcach. Przez całe pół godziny ani razu jednak nie padła nazwa ich zespołu co zaczęło mnie frustrować. Wyłączyłam telewizor po czym szybko wstałam i podeszłam do okna wyczekując Angeli i Mariki. Miałyśmy wybrać się na zakupy, bo w końcu dziś impreza. Szczerze, to wolała bym zostać w domu i zadzwonić po chłopaków, ale ja dotrzymują obietnic, które składam. Uśmiechnęłam się pod nosem na widok Zayna, który właśnie wychodził z domu. Szybko jednak ten uśmiech znikł z moich ust, bo zaraz za nim szła Stella. Wręcz kleiła się do niego i co chwilę całowała. Zagryzłam dolną wargę czując jak do oczu napływają mi łzy, ale szybko powstrzymałam oznakę bólu. Oblizałam wargi i kiedy szatyn spojrzał w moją stroną, a nasze spojrzenia spotkały się obróciłam się plecami do okna. Zaraz po tym incydencie usłyszałam dzwonek do drzwi, szybko podeszłam do wyjścia i uchyliłam je lekko upewniając się, że nie jest to Jaymi, którego w tym momencie nie chciałam za bardzo widzieć.
   Uśmiechnęłam się szeroko na widok dwóch nastolatek, które tak samo jak ja rzewnie się uśmiechały.
   -Gotowa na podbój sklepów?- spytała Marika i okręciła się w swojej zwiewnej sukience. Wyglądała pięknie. Jej ciemne włosy rzadko były rozpuszczone co tylko wzmacniało efekt tego jak pięknie w takim wydaniu wygląda. Jej oczy błyszczały się, a ich brąz stał się jakby jaśniejszy niż wczoraj wieczorem.
     Za to Angela stała trochę zła na nas. Ona nie znosiła zakupów. Najchętniej chodziła by w jednych spodniach przez całe życie i jednym t-shirt' cie. Blondynka ubrana była w rurki i biały podkoszulek, a na to narzuciła zieloną kurteczkę, którą dostała ode mnie na urodziny trzy miesiące temu. Zawsze podziwiałam ich styl.
   Marika dziewczęca, a Angela trochę chłopczyca, ale z bardzo dobrym gustem. Ja za to byłam nijaka. Nie umywałam się przy nich dlatego zawsze to one doradzały mi co kupić, jak się ubrać i w czym mi ładnie.
   -Tylko wezmę portfel.- powiedziałam biegnąc w stronę kuchni. Złapałam szybko za moją torebkę po czym krzycząc coś co miało oznaczać, że idę na zakupy wybiegłam zatrzaskując drzwi.

   ***

          Odetchnęłam z ulga kiedy udało mi się przebić przez tłum rozwrzeszczanych zakupoholiczek. Szybkim krokiem weszłam do jednej z kawiarni byle najdalej od wyprzedaży i wraz z przyjaciółkami rozsiadłyśmy się przy jednym z stolików. Odstawiłam torby z zakupami na jedno z siedzeń i utkwiłam wzrok w brunetce, która z głośnym śmiechem głęboko oddychała.
   -I to kocham w zakupach. Tysiąc dziewczyn i jedna sukienka, którą oczywiście ja zdobyłam.- powiedziałam uśmiechając się zwycięsko. Wykręciłam oczyma i kiwnęłam na kelnera ręką by podszedł. Już po chwili siedziałyśmy z kawkami w ręce. Rozkoszowałam się gorzkim smakiem napoju kiedy usłyszałam głośne kaszlenie, a po chwili zobaczyłam jak Marika szturcha Angelę. Obie utkwiły wzrok gdzieś za moimi plecami, a kiedy chciałam się obrócić momentalnie złapały mnie za twarz i kazały na siebie patrzeć.
  - Nie bądźcie dziećmi!- warknęłam, wyrywając się przy tym i spoglądając w tył. Moje usta raptownie rozchyliły się, a oczy zmrużyły z wściekłości. Myślałam, że się porzygam kiedy zobaczyłam Jaymi' ego, jak czule całuje jakąś rudowłosą zołzę.  Już miałam wstawać, ale powstrzymała mnie myśl, ze ja wcale nie jestem lepsza.
   Ba! Jestem straszna! Zrobiłam coś gorszego niż on w tym momencie. Przespałam się z moim byłym i to z czystego smutku. Nie myślałam racjonalnie,  ale teraz wiem, że to było najlepsze co mogło mnie spotkać tamtego dnia.
   Obróciłam się z powrotem do dziewczyn i bez słowa zaczęłam mieszać łyżeczką w kawie. Wiedziałam, ze zapewne wymieniły teraz porozumiewawcze spojrzenia i na migi starały się dojść co jest grane.
   -Każdy popełnia błędy.- skwitowałam opierając się o oparcie krzesła. Uniosłam powoli wzrok i tym samym napotkałam lekko rozchylone usta moich koleżanek. obie przyglądały mi się z niedowierzaniem jakbym była duchem.
   -Co zrobiłaś? W normalniej sytuacji zabiłabyś i nas i jego, a teraz mówisz, że każdy popełnia błędy?- zadrwiła sobie ze mnie Angela. Spojrzałam na nią smutno po czym bez słowa wstałam, zabrałam kurtkę i wybiegłam z kawiarni. Gnałam przed siebie bez zastanowienia, nawet nie byłam pewna tego czy znam to miejsce. Nagle poczułam jak na twarz kapią mi krople deszczu, a po chwili szarpnięcie za rękę. Niechętnie pozwoliłam obrócić się o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzałam w zielone tęczówki Hazzy. Miałam nadzieję, że da mi spokój i choć przez chwilę będę mogła być sama, ale na próżno. On utkwił we mnie swoje hipnotyzujące ślepia, a po chwili puścił.
   -Uciekaj po raz kolejny od problemu. W tym jesteś na prawdę dobra...- wychrypiał kiedy spostrzegłam się, że płaczę. Zacisnęłam dłonie w pięści i z bezsilności uderzyłam chłopaka w klatkę piersiową, która nawet nie drgnęło, on nawet nie sapnął, nic. Stał tak jak wcześniej z spuszczonymi rękoma ukrytymi w kieszeniach spodni i kapturem na głowie, by nikt go nie rozpoznał. Tylko nieliczne loki wydostawały się spod czarnego materiału i mokły na deszczu.
   -Pogubiłam się Harry... Zgubiłam się w tym pieprzonym życiu i już nigdy chyba nie odnajdę właściwej drogi.- wyszeptałam tuląc się do jego sztywnej piersi.
   -Zabiorę cię do domu.- odparł jakby nie słyszał moich słów po czym objął mnie w pasie jedną dłonią i biegiem pociągnął mnie w stronę czarnego BMW. Kiedy już oboje siedzieliśmy na przednich siedzeniach poczułam miłe ciepło. Znów to uczucie bezpieczeństwa i szczęścia, które ostatnio ogarniało mnie zdecydowanie za rzadko. Ruszyliśmy w milczeniu. On skupiony na drodze, a ja na tym co mu powiem. Jak nasza rozmowa miała przebiec? Miałam tysiąc scenariuszy, ale żaden nie miał szczęśliwego zakończenia. Może dlatego, że ja byłam pesymistką? A może dlatego, że w tej historii nie mogło być happy endu?
   W końcu Harry nadal coś do mnie czuł. Po tym wyznaniu w szpitalu mój i jego świat, oba, runęły. On stracił chęć by kogokolwiek obdarzyć uczuciem, a ja by kiedykolwiek spojrzeć mu jeszcze w twarz. To było tak bolesne przeżycie i tak dużo mnie kosztowało. A go? Go jeszcze więcej. Cierpienie, ból, płacz, rozpacz i chęć samozagłady. Gdybym potrafiła być na te odczucia odporna.
   W końcu samochód stanął przed domem zespołu, który nadal gdzieś w głębi serca był moim przeznaczeniem. Harry obrócił się w moją stronę po czym mrużąc oczy obserwował każdy mój ruch i go analizował.
   - Przepraszam, że uciekłam... Że zostawiłam ciebie... Was... Was wszystkich. Że skazałam na ból i cierpienie, ale nie wiesz ile mnie to kosztowało... Boże... Ja...- jąkałam się cały czas przy tym płacząc. Nie chciałam tego robić, ale emocje wzięły górę.- Ja nadal go kocham Harry...- wyszeptałam najciszej jak potrafiłam. Oczy bruneta jakby zwiększyły się i bardziej posmutniały. Wiedziałam, że go tym zranię, ale według mnie lepsze jest bolesna prawda niż słodkie kłamstwo.
   -Grace... Musisz zrozumieć, że wy już nie istniejecie. On ma nowe życie, którego ty nawet w małym stopniu nie znasz. Nie wiesz co przez ten rok miało w życiu Zayna miejsce. W moim też. Jednak on przeszedł zmianę jakiej nikt się nie spodziewał i choćby kochał się nad życie nie wróci do ciebie. Przykro mi, ale musisz być tego świadoma.- odparł równie cicho. Całe te szczęście nagle prysło jak bańka mydlana. Jakbym obudziła się z pięknego snu.
   -Co takiego miało miejsce?- spytałam. Czekałam chwilę, ale nie uzyskałam odpowiedzi.- Harry. Co się stało, że chcecie o mnie zapomnieć.?- spytałam ostrzej.
   -Ja nie chcę... Zayn i chłopcy też. Ja nie muszę i nigdy nie zapomnę i chłopcy też, ale Zayn... Dla niego masz nie żyć. Masz być jego złudzeniem.

_______
Od Chocolate997: Długi, trochę tajemniczy i moim zdaniem lepszy od poprzedniego. Dużo się nad nim napracowałam, ale wiem że zapewne znajdą się jakieś błędy i niedociągnięcia. Jestem ciekawa czy ktoś wie co takiego stało się Zaynowi, co zmieniło się przez ten rok. Ja sama wpadłam na ten pomysł w trakcie pisania ( zresztą jak na większość ;P) i sama byłam nim zaskoczona;D

sobota, 15 grudnia 2012

12.Idź i się z nim pieprz, bo widzę, że nadal chciałabyś tego.

          Cicho syknęłam na widok długiego stołu za którym siedziała piątka chłopaków. Już z tej odległości mogłam stwierdzić, że nic się nie zmienili. Byli identyczni jak rok temu jednak widziałam po zachowaniu Zayna, że jakaś zmiana miała jednak miejsce.
   Kiedy mnie dostrzegli pośród chłopaków jakby trochę zniesmaczeni odwrócili wzrok. ,,Myślą, że wymieniłam ich na lepszy model.'' Przyszło mi do głowy. Mogło to tak wyglądać. Union J było też zespołem i również popowym. Byli cudowni i zabawni jak moich chłopcy, ale to nie ich opuściłam dla One Direction tylko na odwrót.
   Okropne uczucie w klatce piersiowej nie dawało mi żyć. Kiedy napotkałam zielone oczy Harry'ego, który patrzył na mnie z szerokim uśmiechem jakby wszystko znikło. Chłopak szepnął coś do Nialla. który po chwili uniósł wzrok i wesoło do mnie pomachał. Reszta jednak nie była tak zadowolona z tej wizyty. Liam siedział oparty na łokciach i spoglądał na tłum fanek, chcąc nie patrzeć w moją stronę, Lou podpisywał właśnie coś i dyskutował z wysoką brunetką o niezwykle chudych nogach. która płakała, a Zayn uśmiechał się pod nosem patrząc w naszą stronę. W tym uśmiechu była jednak odrobina niechęci i złości.
    Pewnym krokiem ruszyłam do przodu. Kiedy tylko zobaczyłam rozpromieniałą twarz Harry'ego jakby obawy znikły. Poczułam się wolna i zrozumiałam, że nie zrobiłam nic złego. Za każdym razem jednak kiedy spojrzałam w kierunku Zayna czułam ukłucie w sercu, ból w klatce piersiowej i to jak brak mi tchu. Harry zerwał się z miejsca i już chciał iść w moim kierunku kiedy za jego białą koszulę złapała czyjaś dłoń i przytrzymała. byłam zbyt oszołomiona by zobaczyć kto to. Cały czas patrzyłam na niego z tęsknotą. Tak dawno nie czułam jego ciepła, a on mimo że go tak skrzywdziłam nadal cieszył się na mój widok.
   Nim zdążyłam ochłonąć poczułam jak coś ciągnie mnie w tył, a po chwili jak unosi mnie kilka centymetrów nad ziemią. Odwzajemniłam uścisk, chowając tym samym twarz w w galowy strój bruneta. Szlochnęłąm wręcz bezgłośnie z smutku i przybicia kiedy okręcił mnie w koło i postawił na ziemi. Zielone tęczówki patrzyły na mnie z zachwytem i tą iskrą, której tak bardzo mi brakowało.
  -Grace...- wyszeptał tylko Hazza biorąc moją twarz w dłonie i po raz kolejny tuląc.
  -Spokojnie, bo mnie jeszcze udusisz. Tak, to ja.- powiedziałam cicho się z niego śmiejąc.  Chłopak wziął kosmyk moich włosów między palce i uważnie im się przyjrzał po czym opuścił i w tym samym momencie co chciał coś powiedzieć po mojej prawej znalazł się Jaymi. Chłopak złapał za mój nadgarstek i oplutł mnie w pasie rękoma.
   - Prze farbowałaś się...- wyszeptał unosząc wzrok ze mnie na mojego przyjaciela. Nie wyglądał na zadowolonego, ale świetnie to ukrywał. jak prawdziwy aktor.
    -Może przedstawisz mnie słońce?- odezwał się Jay nie odrywając wzroku od Loczka.
   -Harry to Jymi, mój chłopak i moi przyjaciele Georg, JJ, Josh...- wymieniałam patrząc na trójkę chłopaków popychających się z rozbawieniem.- A tam dalej stoi Angela i Marika. Ludzie, to Harry...-wybąkałam chcąc mieć to już za sobą.
   - Grace nigdy nic o was nam nie mówiła. Zapewne chciała pozbyć się bolesnych wspomnień...- odezwał się sarkastycznie Jaymi. Spojrzałam na niego wściekle, ale ten jakby nie widząc moich spojrzeń ciągnął dalej.- Dobrze, że spotkała mnie. Jakoś udało mi się wyrwać ją z tego dołka w jaki ją wrzuciliście. Głęboko oddychałam z nadzieją, że moje nerwy nie są widoczne na zewnątrz. Nie chciałam robić scen przy chłopcach, nie chciałam się odzywać i ranić któregokolwiek.
   -Zaczekamy aż skończycie rozdawać autografy na dole. Wpadnijcie.- powiedziałam opatulając się ramionami. Harry spojrzał mi głęboko w oczy chcąc rozszyfrować co się dzieje, jednak ja obróciłam się napięcie i razem z resztą wyszłam.

***
         Przypatrywałam się fankom chłopców i mimowolnie mieszałam łyżeczką kawę w moim papierowym kubku. Całą szóstka przyglądała mi się zmartwiona moim stanem. Co chwilę pytali czy wszystko gra, ja jednak tylko przytakiwałam. Tak na prawdę czułam narastające w środku przerażanie na myśl że za moment spotkam piątkę chłopaków, których zostawiłam w Londynie bez wyjaśnień. Jedynie Zayn i Harry wiedzieli czemu wyjeżdżam.
   Dodatkowo jeszcze Stella. Ona wszystko niszczyła i chciała wywołać we mnie poczucie winy. Nie powiem, udawało jej się to i to bardzo skutecznie. Trudno było mi teraz myśleć o czym innym niż o tym, że odeszłam w najważniejszym momencie i przez rok żyłam w ukryciu.
   W końcu sala opustoszała, a piątka najpiękniejszych facetów jakich znałam szła w towarzystwie dwóch ochroniarzy głośno się śmiejąc i rozmawiając.
   -Oni są okey. Możecie iść.- odezwał sie Liam uspokajając ich opiekunów i odganiając ich gestem ręki. Albo mi się wydawało, albo robił to z nutą pogardy jaką ich darzył. Widać było, że coś jest nie tak, ale nie chciałam nic mówić.
  - Gemma!- wrzasnął Niall i rzucił mi się na szyję tym samym rozlewając kawę na moje kolana. Cicho zaśmiałam się czują jak przeszywa mnie gorąco.- Boże, przepraszam.- powiedział łapiąc się chusteczek.
  -Dobra, dobra. Sama dam radę.- powiedziałam wyrywając mu chusteczkę i wycierając spodnie. - Cześć...- wyszeptałam patrząc na Louisa i Liama, którzy stali z tyłu i tylko patrzyli na moich nowych znajomych spod byka.
   - Jestem Jaymi. Miło was poznać chłopaki, jakoś nie było okazji.- powiedział patrząc na wszystkich prócz Zayna. Blondyn uściskał dłoń wszystkim z Union J po kolei a potem zaczął przystawiać się do dziewczyn. Widać było, że to towarzystwo mu odpowiada. Zayn i Harry stali, cicho o czymś rozmawiając tylko kątem oka spoglądając na mnie, a Lou i Liam nie odzywali się ani słowem chcąc zachować zimną krew. Widziałam po ich oczach jak bardzo cierpieli, ale nie umiałam nic z tym zrobić, nijak mogłam im pomóc.
   -Jesteśmy tu tylko przejazdem. Miesiąc i nie ma nas. Pocieszające prawda Grace?- odezwał się w końcu Louis z miną zbolałego psa. Serce mi pękało na widok jego zaszklonych oczu.
   Nie odezwałam się ani słowem wiedząc, że głos mi się będzie łamał. To tak strasznie bolało, a ja nie potrafiłam opanować emocji.
   - No, ale nie ma co. Dobrze, że udało mi się poznać kogoś kto był kiedyś jej przyjacielem, a nawet partnerem.- powiedział spoglądając na Zayna, który stał z ukrytymi dłońmi w kurce i lekkim uśmiechem na ustach.- Na szczęście teraz ma mnie.- powiedział szatyn, nachylając się by mnie pocałować. Powoli zaczynało denerwować mnie jego chamskie zachowanie i to jak traktował Zayna. Może i był tego wart, ale nie należało tego robić moim kosztem. Odepchnęłam Jaymi'ego od siebie delikatnie po czym zrobiłam niewielki unik kryjąc się przed pocałunkiem. Niall, Liam, Lou, Harry i Zayn głośno się zaśmiali na to upokorzenie, a reszta stała jakby niewzruszona tą sytuacją. Atmosfera była napięta i wydawać by się mogło, że zaraz wszystko wybuchnie, że to tylko kwestia czasu.
   -My będziemy się zbierać. Miłego wieczoru panom życzymy- odezwał się Georg kierując się ku wyjściu. Niechętnie ruszyłam za nim i pozostałą piątką, byłam wręcz ciągnięta przez przyjaciół. Po drodze spotkaliśmy Stelle, która z uśmieszkiem na ustach opierała się o jeden z filarów. Starałam się nie spoglądać w jej strony, ale było to zaskakująco trudne. Kiedy tylko zniknęła mi z oczu odetchnęłam z ulgą. Nie wierzyłam, że ktoś mógł aż tak bardzo się zmienić i z przyjaciela stać się moim największym wrogiem.

***

        Posłałam Angeli i Marice wymuszony uśmiech po czym zatrzasnęłam za nimi drzwi. Były to moi ostatni goście, oczywiście nie licząc Jaymi'ego który nadal siedział w salonie na mojej kanapie. Zapragnęłam rozpłakać się, tak byłam bezsilna. Nie wiedziałam co mam rodzić. Wraz z powrotem Zayna coś we mnie znów się narodziło, taka mała nadzieja, że może ta zmiana wyszła mu na lepsze. Jednak to jego opanowanie i oschła postawa w moim kierunku przyprawiała mnie o dreszcze. Jakby to nie był mój dawny Zayn.
  ,,Nic nas nie łączy''. Powtarzałam sobie w myślach, chcąc go wymazać z umysłu.
   Wróciłam myślami do rzeczywistości i utkwiłam wzrok w Jaymim, który teraz stał i opierał się o framugę drzwi od salonu. Zmrużyłam gniewnie oczy po czym podeszłam i wyminęłam go bez słowa.
   -Ej! No co jest?!- krzyknął łapiąc mnie w pasie i przyciągając. Niechętnie pozwoliłam mu by położył mi swoją głowę na moim ramieniu, ale juz po chwili stałam obrócona do niego przodem.
  -Ty mi to lepiej powiedz! Odwalasz takie numery przy Zaynie. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię!- warknąłem wyrywając mu się. 
   -Myślałem, że masz go w dupie?- odezwał się szatyn znów opierając się o ścianę i przyglądając mi z złością.
   -Tak, co nie oznacza, że masz po nim jeździć i pokazywać, że jesteś lepszy. Jeśli ci na mnie zależy to przestań.- odparłam ostro nie spuszczając z niego wzroku.
   -Czy to jest jakiś szantaż? Bo jeśli tak to nie mamy o czym rozmawiać.- nie lubiłam gdy się kłóciliśmy, ale wiedziałam, ze tym razem ja nie odpuszczę. Moje milczenie było dla niego odpowiedzią. - Zanim wyjdę... Idź i się z nim pieprz, bo widzę, że nadal chciałabyś tego.- powiedział po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Stałam w bezruchu przez dobre kilka minut, wpatrując się przy tym ścianie naprzeciwko mnie. Do oczu napłynęły mi łzy, broda zaczęła się trząść, a dłonie zaciśnięte w pięści rozluźniły się. Wydałam z niesie ciche stęknięcie, które było dowodem na to jak te słowa mnie zabolały po czym osunęłam się po ścianie i usiadłam pod nią.
   Czułam się jakby Jaymi zadał mi cios w plecy, albo i serce. Nigdy bym go nie zostawiła dla Zayna, nie dałabym mu odejść, nie tak łatwo, a on tak po prostu stwierdził, że chciałabym przespać się z nim. Możliwe, że gdzieś tam głęboko we mnie tlił się jeszcze płomyk uczucia jakim darzyłam szatyna, ale to była przeszłość. Musiałam się z tym pogodzić i zapomnieć. Starałam się jak mogłam i było już tak blisko. Od zwycięstwa dzieliło mnie kilka metrów i nagle prosto na drogę wskoczył mi przystojny szatyn o karmelowych oczach, który z głośnym śmiechem wdarł się w moją psychikę.
   Podkuliłam kolana pod brodę i bez zastanowienia wyjęłam z kieszeni telefon. Zaczęłam z załzawionymi oczami przeglądać moją książkę telefoniczną. Długo zastanawiałam się do kogo zadzwonić aż w końcu zdecydowałam. Wcisnęłam zieloną słuchawkę i zalewając się łzami nasłuchiwałam.  Odebrał po trzech sygnałach i wydawał się być bardzo zaskoczony.

___________
Od Chocolate997 : Miałam bardzo mało czasu by go napisać ze względu na naukę, a zwłaszcza fizykę, która w tym tygodniu była moją kulą u nogi. Teraz będzie już lżej.
  Co do samego rozdziału to wydaje mi się, że jest niezły, ale zawsze może być lepiej.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

11.Twój Jaymi na pewno zastąpi ci Zayna. Może już zastąpił?

         Spojrzałam na Marikę i Angelę przepraszająco. To miał być tylko nasz babski wieczór, a teraz musiałam wszystko odwołać, bo zjawiła się Stella.W normalnych okolicznościach nie zmieniałabym swoich planów, ale to co powiedziała szatynka było dla mnie wielkim ciosem. Po prostu jakby ktoś dał mi po twarzy. Na początku pomyślałam, że schowam się w szafie lub pod łóżkiem na ten miesiąc, ale oni i tak by mnie znaleźli. Mówiąc ONI mam na myśli One Direction. Liama, Lou, Nialla, Harry'ego i Zayna. Tego ostatniego imię trudno było mi nawet pomyśleć.
   Czemu akurat trasa po Stanach? I czemu akurat musieli zatrzymać się w Nowym Jorku? Dlaczego wynajęli wille naprzeciwko mojego domu?
  Nie byłam w stanie bawić się teraz z dziewczynami, kiedy wiedziałam że mogą w każdej chwili przyjść i poprosić o cokolwiek.
    - Odbijemy to sobie.- powiedziałam odprowadzając dziewczyny do drzwi. Nadal jednak skupiałam się na kim innym. Na Stelli, która zapewne przeszukiwała moje szafki w poszukiwaniu jakiejś sensacji. Zawsze była wścibska.
   -No jasne. Jutro Josh urządza imprezę. Może wpadniesz z Jaymi' m?- zapytała wciskając na stopy swoje srebrne balerinki.
    - Pewnie. Pogadam z nim i będę na pewno.- potwierdziłam swoje słowa krzyżując palce, tak jak miałam to w zwyczaju gdy chciałam kogoś zapewnić o dotrzymanej obietnicy.
   Już po kilku minutach obu moich przyjaciółek nie było. Biegiem ruszyłam w stronę mojego pokoju po czym powoli otworzyłam drzwi i przebiegłam wzrokiem po pomieszczeniu. Stella stała przy tablicy korkowej nad moim łóżkiem i palcem bawiła się jedną z fotografii.
   -Czego chcesz?- spytałam ostro, podchodząc bliżej i stając przed nią by zasłonić jej widok.
   -Kto to?- spytała zaciekawiona.
   -Jaymi.- odparłam krótko patrząc jej prosto w oczy. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków i usiadła na moim łóżku. Zagryzłam dolną wargę by nie wybuchnąć kiedy zaczęła bawić się moją bransoletką.
   -Nadal ją masz...- wyszeptała rzucając ją prosto w moje ręce. Złapałam ją zwinnie po czym założyłam na nadgarstek i odgarnęłam włosy z twarzy.
  -Co w tym złego? W końcu to moja ulubiona bransoletka.- powiedziałam licząc na to, że nie pamięta skąd ją mam. Szatynka wzruszyła ramionami i z rozbawieniem dodała.
  - W końcu jest od Zayna. Myślałam, że chcesz go wyrzucić z pamięci tak samo jak mnie i resztę.- drwiła sobie ze mnie. Zmieniła się i to bardzo.
  Była oschła, zimna i pewna siebie jakby to ona była tu najważniejsza.
   -Nikogo nie chcę wyrzucać z pamięci. Po prostu musiałam odpocząć, uspokoić się. Chyba nie myślałaś, że tak po prostu ci wybaczę to co zrobiłaś. Co zrobiłaś ty i on.- sprostowałam, a kiedy tylko skończyłam mówić Stella uśmiechnęła się ironicznie. Nigdy tak na mnie nie patrzyła. Z takim rozbawieniem, jakby to co mówię było zwykłym żartem, jakby ona nie miała do mnie w ogóle szacunku i traktowała jak śmiecia.
   -Daj spokój. Nie musisz udawać, że o tym nie wiedziałaś od początku. Doskonale wiedziałaś, że mi się podoba. Szkoda tylko, że przegrałaś walkę o niego i się wycofałaś.- w oczach wezbrały mi łzy. Poczułam się jak szmata. - Oj nie płacz słońce. Twój Jaymi na pewno zastąpi ci Zayna. Może już zastąpił?- powiedziała wymijając mnie i wychodząc. Po chwili usłyszałam trzask drzwi frontowych.
  Kiedy to się stało momentalnie upadłam na łóżko, kryjąc przy tym twarz w poduszce i głośno w nią krzycząc. Potrzebowałam się wyładować.
   Nie było mi jednak dane długo być samą, bo minęło może zaledwie pół godziny a do drzwi już ktoś się dobijał. Niechętnie wstałam i zakładając na nogi moje kapcie wyszłam z pokoju. Spojrzałam przez wizjer po czym bez namysłu otworzyłam drzwi. Mina Jaymi'ego spoważniała, uśmiech nagle znikł. Otarłam tylko policzki mokre od łez po czym spojrzałam na żółte tulipany w jego dłoniach.
  -Grace? Co się stało?- spytał zszokowany wpychając mnie delikatnie do środka pomieszczenia i zamykając drzwi nogą. Trzask tak mnie przestraszył, że aż podskoczyłam. Zabrałam od szatyna kwiaty i już miałam się oddalić, kiedy ten złapał mnie za rękę. - Co się dzieje?- ponowił pytanie.
  -Mogę pierw wstawić kwiaty do wody? Zwiędną.- powiedziałam ponuro. Chłopak spojrzał na kwiaty po czym niechętnie zgodził się i puścił moją rękę.
   Szłam tak wolno jak było to możliwe, jednak on widząc jak niezmiernie śpieszy mi się, zabrałam mi kwiaty, znalazł wazon, nalał do niego wodę i postawił kwiaty na środku stołu.
   -A teraz mów co jest grane.- powiedział ciągnąc mnie na kanapę i sadzając na nią.
   -Przeszłość. Oni wrócili tu. Co prawda tylko na miesiąc, ale... Boże... Oni tu są!- krzyknęłam podkulając kolana pod brodę.
   -Kto?- szatyn wyglądał na naprawdę przerażonego moimi słowami, jakby ktoś chciał mnie dopaść i poderżnąć gardło. Przymknęłam oczy i biorąc głęboki wdech wyszeptałam.
   -Cała piątka... Cała piątka One Direction. Znowu tu są.- oczy Jaymi'ego przybrały zaskoczony wyraz jakby moje słowa były w innym języku, jakby ich nie pojmował. Czułam się dziwnie mówiąc mu o chłopakach, którzy niedawno jeszcze byli moimi najlepszymi przyjaciółmi.
   -Ale... Nie rozumiem. O ile wiem to każda dziewczyna w twoim wieku chce ich poznać.- westchnęłam i oparłam się o sofę. Pokręciłam przecząco głową czując jak w moich oczach zbierają się łzy.
   -Ja chciałam uciec. Dlatego wróciłam do Nowego Jorku, a teraz....Znowu tu są.- powiedziała opierając głowę o jego klatkę piersiową. Jaymi ucałował czubek mojej głowy po czym potarł dłonią moje plecy.- I to jeszcze na przeciwko mnie.- dodałam cicho czego zaraz pożałowałam. Szatyn zerwał się na równe nogi i w tym samym momencie kiedy łapał za klamkę, drzwi otworzyły się a po drugiej stronie stanął JJ. Chłopak niósł w rękach dwie pizze, a w kieszeniach spodni trzymał dwie butelki pepsi. Jaymi wyminął go szybko po czym wybiegł z domu.  Podbiegłam do drzwi frontowych, ale widząc po drugiej stronie ulicy znaną mi sylwetkę zrobiłam krok w tył. Jamie wypchnął mnie na werandę po czym odłożył jedzenie, wyjął napoje i przyciągnął do siebie od tyłu. Mocno przytulił mnie patrząc prosto na dwóch ciemnowłosych chłopaków dyskutujących o czymś.
   -Kto to?- spytał opierając głowę o moje ramię. Zawahałam się przy odpowiedzi bo właśnie w tym momencie chłopak spojrzał w moją stronę. Nasze spojrzenia skrzyżowały się. Poczułam mrowienie w karku i nagle w mojej głowie odezwał się czyjś głos. Śpiewał spokojna melodię, piękne słowa układały się w zdania przepełnione miłością.
   Te oczy hipnotyzowały i zachęcały by podejść. Tak dawno ich nie widziałam, tak dawno go nie dotknęłam. Nagle poczułam potrzebę by do niego podejść, rzucić mu się na szyję i powiedzieć, że go kocham, ale powstrzymywał mnie JJ. Chłopak nadal przytulał się do mnie uporczywie jakby chciał uchronić mnie przed złem jakie czyha po drugiej stronie jezdni.
   -Z-zayn.- wydukałam oblizując spierzchnięte wargi. Widząc jak idzie w naszą stronę wraz z Jaymi'm odsunęłam od siebie przyjaciela i zaczęłam bawić się rękoma. Myślałam, że szatyn mi pomoże się go pozbyć, ale ten zamiast tego sprowadził go na moją posesję i zaprosił na werandę.
   -Witaj Grace.- odezwał się spokojnym głosem szatyn rozkładając ramiona. Z niechęcią dałam mu się przytulić, wdychając przy tym zapach jego perfum. Były jednak inne niż zazwyczaj, bardziej kwiatowe. Większości dziewczyn podobały by się, ale nie mi. Wolałam jego cytrusowe zapachy i doskonale o tym wiedział. Kiedy odsunęłam się od niego zrobiłam krok w tył i tym samym splotłam swoje palce z palcami Jaymi'ego. Chłopak posłał mi uśmiech, na co Zayn zareagował dość dziwnie Zmrużył oczy patrząc na nasze splecione dłonie po czym uniósł wzrok i uśmiechnął się przyjaźnie. Dłonie schował do kieszeni spodni i zamrugał kilka razy odganiając zapewne wspomnienia.
   On tak samo jak ja nadal widział ,,nas''. Ale to nie miało szans bycia.
   Jednak on był inny. Prawdziwy Zayn, ten mój, zdenerwował by się, rzucił na mojego przyjaciela lub chociaż krzyknął i odszedł klnąc pod nosem. Teraz był całkowicie opanowany, jakby to nie robiło na nim większego wrażenia.
   Bolało i to okropnie. Czułam się jak zużyta chusteczka, która nie jest do niczego już potrzebna.
   -Może wpadniesz na obiad do nas?  Co prawda to żadne luksusy, ale pizze mamy z najlepszej pizzerii.- Zayn uśmiechnął się trochę zmieszany po czym zaprzeczył ruchem głowy.
   -Mam inne plany. Wybieram się dzisiaj z chłopakami i Stellą na rozdanie autografów. Może przyjdziecie?- spytał wszystkich, choć tak na prawdę patrzył tylko na mnie z odrobiną nadziei w głosie. Delikatnie pokręciłam głową na znak, że jestem przeciw, ale nikt nawet tego nie zauważył.
   Nikt prócz Zayna.
  -Pewnie. Gdzie rozdajecie?- zapytał Jaymi obejmując mnie w talii.
  -W operze na Dreamstreet.- odparł szatyn zerkając na mnie kontem oka jakby szukał oparcia. Cicho sapnęłam słysząc to miejsce. Tam pierwszy raz grałam swój występ. Grałam na fortepianie. Od małego chodziłam na nauki, ale nigdy nie byłam wystarczająco dobra dla moich rodziców. Kiedy byłam starsza, czyli około czternaście lat, rzuciłam to. Zbuntowałam się i oznajmiłam, że więcej nie usiądę do klawiszy.
   Nie powiem. Ciężko było oprzeć się pokusie zagrania czegoś, ale wiedziałam że jeśli to zrobię znów będę musiała wrócić do nauki klasyki, do tych wszystkich Chopinów i innych. To była dla mnie udręka.
   -Będziemy o osiemnastej.- odparł JJ.- Przyjdziemy z przyjaciółmi.- dodał patrząc na ulicą, którą szła już pozostała czwórka. Georg jak zwykle roztrzepany rozglądał się dookoła w poszukiwaniu jakichś panienek, Josh i Marika trzymali się za ręce i o czymś rozmawiali z rozbawieniem, a Angela wędrowała po krawężniku przypatrując się Gorgowi z fascynacją. Było mi tej ostatniej tak strasznie żal, bo nie wiedziała, że lokowaty nic do niej nie czuje prócz przyjaźni.
   -Do zobaczenia.- odezwał się nagle Zayn podążając za moim wzrokiem po czym odszedł bawiąc się złotą monetą.

***

         Zadarłam wysoko głowę i spojrzałam w niebo. Gwiazdy pięknie świeciły mimo wczesnej godziny, a była dziewiętnasta. Starałam się za wszelką cenę odwołać to wyjście na rozdanie autografów, ale reszta nalegała. W końcu Jaymi wziął mnie na ręce i siłą wyprowadził z domu.
   -Pięknie prawda?- spytał Georg wędrujący środkiem ulicy. Spojrzałam na niego z uśmiechem po czym zeszłam z chodnika i zaczęłam iść tak samo jak on środkiem asfaltu. 
   -Prawd. Szkoda, że życie nie jest tak piękne.- dodałam cicho, ale na szczęście brunet tego nie usłyszał.- Georg...-zaczęłam chwiejnym głosem patrząc na Angelę, którą wędrowała ramię w ramię z Mariką i Joshem. Lokowaty spojrzał na mnie pytająco.- Powiedz mi tak szczerze. Podoba ci się Angela?- spytałam czując pulsujący w żyłach strach o odpowiedź. Ciemnooki spojrzał na mnie zaskoczony pytaniem. W ciemności udało mi się tylko dostrzec to jak jego policzki stają się bardziej okrągłe i uniesione ku górze.
   -Kazała zapytać?- spytał, ale nie dał mi odpowiedzieć.- Grace, lubię ją tak jak ciebie czy Marikę. Jesteście jak moje siostrzyczki. Angela jest mi bardzo bliska, ale nie kocham jej, jeszcze nie teraz. Może kiedyś coś z tego będzie na razie nie widzę naszej przyszłości razem.- przytaknęłam tylko szybko po czym podbiegłam do Jaymi'ego chcąc oddalić się od Georga by nie czuł się skrępowany,albo raczej bym ja nie czuła się zażenowana.
   -Czemu tam idziemy?- zapytałam gniewnie. Czułam się wstrętnie z myślą, że będę musiała spojrzeć w twarz pozostałej czwórce i się tłumaczyć z mojej rocznej nieobecności.
   -Bo chcę zobaczyć jeszcze raz tę minę Zayna kiedy widzi nasze splecione dłonie. Albo nie. Kiedy widzi to.- powiedział po czym odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy i namiętnie mnie pocałował.- Wspaniałe uczucie.- wyszeptał uśmiechając się pod nosem kiedy rozdzieliliśmy się.

__________
Od Chocolate997:  Napisany szybko, zaraz po 10. Miałam zaskakującą wenę i napisałam dwa pod rząd. Wyszedł długi, mój pierwszy taki na tym blogu;) Myślę, że jest na prawdę niezły. Myślę też, że należy go komuś zadedykować;) Dedykuję go Jemi i Boddie. Mam nadzieję, ze jesteście zadowolone. Tak na prawdę to każdy rozdział jest dedykowany wam bo tylko wy mnie tu wspieracie ;P

czwartek, 6 grudnia 2012

10.Nigdy tu nie wrócę

                 Chciało mi się płakać kiedy patrzyłam w twarze rodziców, na to jak mama cierpi, jak tata stara się powstrzymać łzy, które z każdą chwilą narastały w jego oczach. Nigdy nie płakał.
  Nigdy.
  Mówił, że tylko mięczaki płaczą, że u kobiet to normalne, bo one są bardziej uczuciowe i potrzebują czasem się komuś wypłakać, za to faceci powinni być twardzi i silni, nieważne co się stanie.
  Teraz jednak chyba ta teza straciła ważność. Powoli wstałam i biorąc w dłoń moją spakowaną torbę, którą przywiózł Harry ruszyłam w stronę drzwi. Zatrzymał mnie jednak Loczek z malującym się na twarzy bóle. Przytrzymał mnie w pasie bym nie upadła z wycieńczenia po czym przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Czułam się jak mała dziewczyna w jego ramionach, która potrzebuje pocieszenia.
   -Trzymaj się.- wyszeptał tylko kiedy do pokoju wszedł mój tata. Posłałam brunetowi delikatny uśmiech i w tym samym momencie usłyszałam krzyk pielęgniarki z korytarza. Kobieta wbiegła do środka, ale tuż przed nią zrobił to Zayn. Szatyn z podkrążonymi oczami patrzył na moich rodziców jakby błagalnie, by dali mu jeszcze chwilę, ale wiedziałam, że ciężko mu będzie ich namówić.
  -A więc to ty...- wychrypiał mój ojciec ostro. Mój tata nigdy nie tolerował Zayna, a kiedy nagle wyjechał i zostawił mnie samą w środku lata był do niego jeszcze bardziej sceptycznie nastawiony. Uważał, że mój przylot to Londynu będzie złym pomysłem, ale ja byłam zbyt uparta by go słuchać. Chciałam spełnić swoje marzenia, ale kosztem czego? Kosztem życia. Gdybym go wtedy posłuchała możliwe, że bym teraz nie cierpiała tak teraz.
   - Dzień dobry. Czy mógłbym zamienić słowo z Grace?- odezwał się słabym głosem szatyn. Dopiero teraz dostrzegłam jak jest słaby. Ile go kosztuje to cierpienie, ale nie miałam zamiaru ulegać. Nie w momencie kiedy klamka zapadła. Nie miałam zamiaru jej podnosić i jeszcze raz opuszczać by mu się podobało.
  Wyjeżdżam i kropka.
  Tata spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko przytaknęłam głową. Musiałam z nim porozmawiać ten ostatni raz.
   -Kocham cię. Nie wiem co mam ci powiedzieć, co mam zrobić byś mi wybaczyła, byś znów była moja... Bym ja był twój. Jesteś najpiękniejszą osobą, którą spotkałem, którą pokochałem całym sercem. Przepraszam... Nie wiem co jeszcze mogę ci powiedzieć.- zaczął kiedy wszyscy wyszli. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie z tego powodu usiadłam na zaścielone łóżko, tylko dlatego, że zrobiło mi się słabo.
   Zawsze kochałam tego wariata, ale wiedziałam, że nie mogę mu wybaczyć, że to doprowadziło by do kolejnego zawodu miłosnego i kolejnych cierpień. Patrząc mu prosto w oczy czułam jak moje serce pęka, nie mogłam patrzeć na jego zbolałą minę, na jego smutne oczy, które były czerwone zapewne od płaczu.
   -Zayn... Nawet jeśli ci wybaczę to to nic nie zmieni. Ja wyjeżdżam do Stanów. Wracam do domu z rodzicami. Tam będę miała lepsze warunki by się leczyć. Nigdy tu nie wrócę.- powiedziałam opatulając się ramionami. W oczach Zayna dostrzegłam przez moment zaskoczenie, ale zaraz potem wrócił ten okropny ból którym oboje byliśmy przepełnieni. Ta tęsknota za jego dotykiem, to uczucie, że jestem czyjaś, że komuś zależy i walczy.
   - Przepraszam...- dodałam po czym z łzami w oczach wyminęłam go i wyszłam na korytarz.

***

       Nowy Jork przywitał mnie pięknym słońcem na niebie. Ktoś normalny cieszył by się z powrotu do Stanów. W końcu to szczyt marzeń by tu być. Dla mnie jednak to nie było tak piękne jak się wydaje. Przywykłam do deszczowego Londynu, do aury jaka tam panowała, do specyficznej gościnności ludzi. Liczyłam, że kiedyś tam zamieszkam, ale teraz nie chciałam. Myśl, ze mogła bym spotkać chłopców nawet na ulicy była dla mnie nie do zniesie.a Spojrzeć w twarz im wszystkim i powiedzieć ,,Przepraszam, ze stchórzyłam''.
   Jak miałam wrócić do szkoły i opowiadać o tym co spotkało mnie w Anglii? Wszyscy będą mnie wypytywać kim oni są, czy media ukazują ich prawdziwych, a ja będę musiała odpowiadać na niewygodne pytania.
   Bałam się.
  Choć może nie potrzebnie, bo przecież zostało mi kilka tygodni życia. Może nie dotrwam do rozpoczęcia roku?


Rok później...

          Głośno się zaśmiałam i ledwo stojąc na nogach ruszyłam do przodu. Marika szła z niemniej rozbawioną miną, a Angela wydawała się być naprawdę zła. Nigdy nie lubiła kiedy sobie z niej żartowałyśmy, ale przecież to nic złego. 
   -To prawda!- krzyknęła Mari przyciągając do siebie przyjaciółkę i obejmując ramieniem. Zrobiłam to samo tylko z drugiej strony.
   - Powiedz mu jak jest. Nigdy nie masz pewności, że ty mu się nie podobasz.- stwierdziłam oblizując wargi. Mowa była o Georgu. Chłopaku, który od dłuższego czasu podobał się Angeli. I ja i Marika uważałyśmy, że pasują do siebie, a naszemu aniołkowi przydało by się towarzystwo kogoś innego niż dwóch przyjaciółek. 
  Od tego roku wiele się zmieniło. Stałam się bardziej pewna siebie, cały rok szkolny spędzałam z moimi przyjaciółkami ani przez moment nie myśląc o One Direction. Wszystkie wspomnienia związane z nimi po prostu wyrzuciłam otwierając umysł na nowe przeżycia. 
  Choroba odeszła, wyleczyłam się z anemii i mojej chorej miłości do Zayna. 
  Angela i Marika były moimi najlepszymi przyjaciółkami, Stelli nie widziała od kiedy wyrzuciłam ją za drzwi w szpitalu. Nie odzywała się do mnie, ja do niej też nie. Podobno została w Londynie i podróżuje z chłopcami, ale to tylko plotki, które zapewne rozpuściła jej matka.
  -Wyśmieje mnie... Nie jestem wystarczająco dobra dla niego...- wykręciłam oczami i zachichotałam cicho. Angela była podobno z nas trzech najbardziej pyskata, najbardziej odważna i najbardziej buntownicza, ale kiedy przychodziło co do czego to chowała głowę w piasek. Mało kto znał jej prawdziwe oblicze, to jaka jest krucha, delikatna i uczuciowa.
   -Daj spokój. Wtedy dasz mu w tę słodką mordkę i powiesz, że to był żart. Jak zawsze.- skwitowałam wyswobadzając się i otwierając drzwi od mojego domu. Rodzice non stop pracowali by zapewnić nam dostatek. Jak dla mnie zdecydowanie za bardzo się przemęczali i starali, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli jak najlepiej. 
  -A co tam u Jaymi'ego?- zapytała blondynka ciekawa tego co jej odpowiem. Wydaje mi się, że chciała po prostu pokazać mi, że nie tylko ona w tym towarzystwie nie ma partnera na dłuższą metę.
  - A co ma być? Dzisiaj wraca od ojca. Podobno nieźle go wkurzył i ten go wysłał z powrotem do domu.- odpowiedziałam starając się zachować luźny ton. Jednak na samo jego imię przechodziły mnie przyjemne dreszcze, czułam motylki w brzuchu i miłe ciepło. Teraz to on był w moich myślach każdego dnia i nie mogłam się od niego opędzić. Nigdy jednak nie byliśmy razem. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie tego wprost.
  Tak. Zdarzały się uściski, pocałunki, a czasem nawet noce spędzone razem, ale nigdy nie wyznał mi, że mu na mnie zależy, że mnie kocha, a ja nigdy nie nalegałam by to wyznał. Spojrzałam pytająco na Mari wyjmując z lodówki sok pomarańczowy.
  -Nie, dzięki.- odpowiedziała krótko i z wielkim uśmiechem na twarzy usiadła na jednym z krzeseł. Dziewczyna kilka dni temu wróciła z wakacji na Majorce gdzie zaprosili ją rodzice Josha. 
  Właściwie, to chłopcy bardzo dużą rolę odgrywali w naszym życiu. Każda z nas była ich wszystkich przyjaciółką, znała na wylot i wiedziała o nich wszystko,a  wszystko przez ten rok. Zaczęłyśmy od nocnych  spotkań u którejś, rozmawiałyśmy całymi nocami na ich temat, o tym jacyś oni są cudowni. Potem przestałyśmy przypominając sobie, że przecież to głupie.
  Marika była z Joshuą od trzech lat. Na początku się nienawidzili bo oboje uważani byli za najlepsze mózgi historyczne. Potem jednak jakaś siła, która nazywała się ,,pieniądze'' połączyła ich. Josh jak i Georg, Jaymi i Jamie byli zespołem. Ojciec JJ- czyli Jamie'ego- był ważną szychą w show biznesie. Miał własną wytwórnię płytową i to on namówił chłopców by stworzyli coś na bazie boys bandu. Tylko oni byli o wiele lepsi. 
   Byli rewelacyjni.
 Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Szybko wyminęłam Mari i Angelę po czym otworzyłam drzwi. Szeroko rozpostarłam oczy po czym je zmrużyłam i skrzyżowałam dłonie na piersi.
  -Cześć.- odezwała się słabym głosem Stella. Czarnulka stała przede mną i jak gdyby nigdy nic uśmiechała przyjaźnie. Zapragnęłam wykopać ją za drzwi, ale zbyt bardzo przypominała mi Londyn, przypominała chłopców. Czułam się jakbym zobaczyła ducha, jakby wszystkie wspomnienia wróciły z zdwojoną siłą i atakowały od tyłu. 

______
Od Chocolate997: Druga część w ogóle mi się nie podoba, jakieś to takie dziwne. Ta wymiana zdań... Czuję się jakbym cofnęła się co najmniej o trzy lata i pisała tak jak wtedy. No, ale nie będę was męczyć. W ,,Bohaterowie'' pojawiły się postacie Mariki, Angeli jak i nowych chłopców czyli JJ, Jaymi'ego, Georga i Josha;)

czwartek, 29 listopada 2012

9. Chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.

        Przełknęłam głośno ślinę patrząc prosto w zielone oczy Loczka. Głęboko oddychałam by nie wybuchnąć niepohamowanym płaczem. Było mi go tak strasznie żal. Byłam wściekła na siebie, że go tak zraniłam, że wystawiłam i kazałam robić sobie nadzieję. Od początku wiedziałam, że nie będziemy razem, a to co nas łączy to tylko przyjaźń, ale mimo to dawałam mu szansę, dawałam nadzieję, którą teraz bezprawnie zabrałam i schowałam za plecami by było do niej trudniej dotrzeć. Chciałam cofnąć czas, ale doskonale wiedziałam, że tak nie wolno, że muszę uczyć się na błędach i że w końcu to i tak by nic nie zmieniło. Bo w końcu co? Odkochała bym się w Zaynie? W jego czekoladowych oczach? W jego poczuciu humoru i tym sarkastycznym tonie? A może zakochałabym się w Harrym i w jego zielonych tęczówkach, w jego ciepłym uśmiechu i bezpieczeństwie jakie mi dawał przez ostatni czas.
   Mimo to wszystko nie mogłam uwierzyć, że posunął się tak daleko by kłamać, by łgać mi w żywe oczy tylko po to by zranić równie mocno co ja go. To był cios poniżej pasa i nawet jeśli zasłużyłam to przecież nie kopie się leżącego.
   -Przepraszam...- wyszeptał brunet siadając przy łóżku i biorąc moje dłonie w swoje.- Nie powinienem ci o tym mówić, zwłaszcza teraz, ale mam ci kłamać prosto w twarz? Udawać, że nic nie widzę i to tylko niewinne igraszki? Kiedy nie wiedziałam, że go kochasz było mi łatwiej, ale teraz jak sobie pomyślę, że on robił skoki w bok to nie mogę dopuścić do siebie, że będę ukrywał to przed tobą.- jego słowa docierały do mnie z opóźnieniem, usta wykrzywiły się w grymas, a do oczu napłynęły łzy. Poczułam jak po chwili spływają po moich policzkach i kapią na białą pościel szpitalnego łóżka.
   -Harry wyjdź...- wydukałam między szlochami.- Proszę...- dodałam po chwili kiedy Hazza nie reagował. Nie podniosłam wzroku kiedy usłyszałam trzask drzwi, nie spojrzałam nawet kiedy usłyszałam czyjąś kłótnię na korytarzy. Serce pękało mi na małe kawałeczki kiedy pomyślałam, że moja najlepsza przyjaciółka za moimi plecami robiła mi takie świństwo. Że ON robił mi to bez oporów. Kochałam go. Zawsze i wszędzie. Nawet jak wyjechał był dla mnie najważniejszy. Nie spałam całe noce, nie myślałam o niczym innym niż on, nie słuchałam niczego innego jak jego piosenek, jego słów... Oglądałam wszystkie jego występy, wszystkie wywiady, a on? Nie zadzwonił, nie napisał... Odciął się.
  Ale to nic. Czekałam na dzień kiedy będę mogła go przytulić i ucałować, kiedy poczuję zapach jego perfum, kiedy zatopię się w jego spojrzeniu...
   -Grace?- na dźwięk tego głosu cicho pisnęłam. Odwróciłam wzrok w stronę okna kiedy usłyszałam kroki i to jak jego nierówny oddech jest coraz bliżej. W końcu zatrzymał się, usiadł na skraju łóżka i ujął moją dłoń, którą momentalnie wyrwałam.
   -Jak mogłeś?- spytałam spokojnie odwracając głowę w jego stronę i patrząc mu prosto w oczy. Widziałam w nich ból, strach i cierpienie, ale teraz było to dla mnie nic nie warte, bo znałam jego talent aktorski to jak pięknie potrafił kłamać i oszukiwać. - Jak mogliście...- wyszeptałam patrząc w stronę drzwi gdzie stała Stella z spuszczoną głową.
  -To nie tak... Kocham tylko ciebie. Uwierz.- wyszeptał szatyn głaszcząc mój policzek i jednocześnie ścierając z niego ostatnią łzę. Poderwałam się gwałtownie i już po chwili stałam na zimnej posadce boso. Obeszłam łóżko w koło, stanęłam przed Zaynem i bez zastanowienia dałam mu w twarz. Ten odchylił głowę poruszając szczęką, by ją rozluźnić. Zagryzłam dolną wargę. Gdybym była dość silna zabiła bym go tu i teraz, tak samo jak ją. Odwróciłam się w stronę szatynki, a kiedy otwierała już usta by coś powiedzieć podeszłam i wypchnęłam ją za drzwi.
   -Mam ci wierzyć?! Nienawidzę cię! Przeleciałeś moją najlepszą przyjaciółkę! Obściskiwałeś się z nią za moimi plecami i teraz mi wmawiasz, że kochasz tylko mnie?! Dlaczego to zrobiłeś?!- zadałam pytania, ale natychmiastowo na nie odpowiedziałam. - Powiem ci dlaczego. Bo mnie nie mogłeś bzykać przez najbliższy miesiąc! Musiałeś kogoś pościskać! I mam w dupie co czujesz! Gówno mnie obchodzi co sobie myślisz teraz! Masz się wynosić z mojego życia! Mas zniknąć i nigdy nie wracać! Nie chcę cię znać, więc spieprzaj!- wydarłam się na cały głos w czasie kiedy po moich policzkach płynęły gorzkie oznaki cierpienia. Zayn chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc to że jestem gotowa rzucić mu się do gardła wstał i ruszył w kierunku drzwi.
   Już miałam rzucać się na łóżko z wrzaskiem kiedy Malik zatrzymał się i jeszcze raz na mnie spojrzał.
  -Przepraszam. Popełniłem wiele błędów, ale tego jednego nigdy sobie nie wybaczę.- po czym wyszedł.  Usiadłam na łóżko zanosząc się szlochem. Miałam serdecznie dość tych problemów, tego życia... Chciałam tylko zasnąć i nigdy się nie obudzić.

***
      
          Usiadłam na zimnym parapecie i oparłam głowę o szybę. Czekałam na przyjazd rodziców z kraju. Mieli mnie odwiedzić i zadecydować co dalej w związku z moim leczeniem, w końcu nie byłam pełnoletnia. Coraz bardziej zastanawiałam się nad jedną sprawą, ale bałam się komukolwiek o tym mówić.
  Bałam się wielu rzeczy,a le chyba najbardziej śmierci i tego co teraz stało przede mną do wyboru. Mogłam umrzeć tu w tym szpitalu lub domu chłopców albo u siebie w moim pokoju, na moim łóżku wyścielonym fioletową pościelą w kwiaty na łące, w miejscu gdzie żyłam całe swoje życie gdzie byłam najważniejsza i coś warta, gdzie wszystko było przepełnione miłością.
   Co byście wybrali?
  Nie chciałam zostawiać Harry'ego i chłopaków, ale też nie chciałam w swoje ostatnie dni być daleko od rodzony. Musiałam pogodzić się z myślą, że może został mi jeszcze tydzień, może dwa i że jutro mogę się nie obudzić, że mogę umierać w bólach lub spokojnie. Nikt nie wiedział ile to potrwa, nikt nie był gotowy na śmierć, nigdy nie jest się na nią gotowym w tak młodym wieku. Spodziewamy się, że umrzemy jako starcy u boku ukochanego, w chatce niedaleko lasu z mężem, który trzyma cię za rękę w ostatnich chwilach życia, ale tak na prawdę mogę umrzeć u i teraz. Mogę dostać ataku lub ktoś może wbiec i mnie postrzelić.
   Chciałam tylko ochronić innych przed nieszczęściem, bym mogła umierać tam gdzie chcę i by inni nie musieli na to patrzeć.
   -Jak się czujesz?- dotarł do mnie głos Nialla. Chłopak stał w drzwiach sali z reklamówką w ręce. Zapewne miał w niej jakieś smakołyki, którymi miał zamiar ze mną się podzielić. Ciężko było mi patrzeć mu w twarz i mówić, że jest dobrze, ale nie chciałam go martwić. Wiedziałam, że on też jest gotowy na to co miało się stać w najbliższym czasie, a jego pytanie jest tylko grzecznościowe.
   -Bywało gorzej.- skłamałam i powoli wstałam. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie, by zachęcić go do podejścia bliżej.
   - Pięknie wyglądasz w tym białym fartuchu.- powiedział patrząc na szpitalną piżamę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
   -Wiem. To niedługo będzie pierwszy krzyk mody. Zobaczysz. Jeszcze będziesz w takiej chodził.- chłopak cicho zaśmiał się pod nosem po czym przysiadł i wyrzucił zawartość torby na białą poszewkę kołdry.
   -Przeszmuglowałem ci trochę słodyczy. Lekarze mówią, że nie powinnaś, ale skoro u...- przerwał gwałtownie napotykając mój wzrok.
   -Nie bój się. Śmierć to nic nadzwyczajnego. W niebie na pewno mają mnóstwo karmelków i krówek.- odparłam patrząc na to co znajdowało się na środku łóżka.
  -Oby. Kocham je.- wyszeptał blondyn oblizując wargi i zacierając dłonie. - To pałaszujmy.!- krzyknął uradowany po czym otworzył jedną krówkę i cisnął ją sobie do ust. Zrobiłam to samo rozkoszując się słodkim smakiem.
  Minął tydzień.
  Tak długo nie miałam w ustach nic słodkiego, jedynie jakieś papki, soczki i kaszki jak dla dzieci. Żywiłam się jak przeciętny trzylatek, ale mój lekarz prowadzący mówił, że to konieczne by przeżyć.
  -Gadałaś z Zaynem?- spytał Niall opierając się przy tym o ramę łóżka. Pokręciłam tylko przecząco głową po czym uczyniłam to samo co mój rozmówca. - Powinnaś. Mu na tobie zależy. Całe noce słyszę jak się krząta po pokoju, widzę jak mu ciężko. Nie umie usiedzieć w miejsce. Cały czas otwiera lodówkę i zamyka nic nie biorąc, nie je od tygodnia, jedynie pije ale to i tak mało. On czuje się tak jak ty. Daj mu szansę.- wymamrotał chłopak zbierając papierki i bawiąc się nimi w rękach.
   -Zayn jest już dla mnie przeszłością. Powinniśmy zapomnieć o sobie i zacząć od nowa dlatego...- zaczęłam, ale przerwałam.- Dlatego... Wracam do Nowego Jorku. Przykro mi..- wyszeptałam tak cicho, że chyba nawet Niall ledwo to usłyszał. Pobladł na twarzy po czym jego wzrok spoczął gdzieś za moimi plecami. Starałam się pohamować łzy widząc jak on sam ma nimi przepełnione oczy, jak nerwowo przegryza wargę i ściska dłonie w pięści by się nie rozpłakać.
   -Nie zostawiaj mnie...- wyszeptał po czym przytulił mnie mocno do siebie.
  Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Po prostu siedziałam jak słup soli, a moje łzy skapywały na jego ramię. Zraniłam kolejną osobę, znów komuś zadałam ból i to przez swoją samolubność, ale chciałam ich zostawić za sobą, chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.

      Chocolate997: Nie wiem co mam wam powiedzieć, jak przepraszać za tak długą przerwę. Mogę jedynie tłumaczyć się nauką i szkołą, ale to chyba nie ma sensu. Wystarczyło przysiąść i napisać, bo pomysł był no, ale nie było czasu. Musze was niestety poinformować, że zbliżamy się ku końcowi. Tak wiem tu zapewne Boddie mnie udusi, poćwiartuje i zakopie, ale to nie tak że nie mam weny, chęci czy czasu, ale może bardziej planów. Nie wiem jak mogłabym to dalej pociągnąć, jak przedstawić życie Grace. Może coś jeszcze wymyślę, jakoś to pokomplikuję dla was, dla Boddie ;) Postaram się. Jednak jak na razie nie mogę obiecać nic więcej niż 2 rozdziały.

sobota, 17 listopada 2012

8.Wiesz, że mogłabyś jeszcze żyć gdyby nie twoja głupota i ,,pogodzenie się ze śmiercią''?!

     ,,Jak wrócimy to wszystko będzie jak dawniej.''
  Uśmiechnęłam się pod nosem i wyjęłam mojego laptopa. Sprawdziłam twittera, wpisałam ,,Kocham <3'' po czym wyłączyłam komputer i zakładając na siebie szlafrok zbiegłam do kuchni. Odkaszlnęłam cicho widząc stojącego przy blacie Hazze w samych bokserkach. Momentalnie nie wiedziałam gdzie podziać wzrok.  Uśmiechnęłam się do niego blado i poczułam jak się czerwienię na twarzy. Brunet stał z rozbawieniem na twarzy, w jednej ręce trzymał nóż, a w drugiej bułkę. Niepewnie podeszłam do lodówki po czym wyjęłam z niej sok.
  -Uważaj bo cię dźgnę królewno.- powiedział zbliżając się niebezpiecznie blisko. Utkwiłam wzrok w zegarze za nim, kiedy położył swoje dłonie na wysokości moich ramion i oparł się o lodówkę. Zagryzłam dolną wargę niechętnie spoglądając w jego zielone oczy. Posłałam mu blady uśmiech, a ten go odwzajemnił. Każda dziewczyna chciałaby być na moim miejscu,a ja... A ja nie chciałam patrzeć teraz w jego zielone oczy, nie chciałam czuć na sobie jego oddechu i spojrzenia, nie chciałam być tak blisko, zwłaszcza, że właśnie pogodziłam się z Zaynem
   Głośny trzask drzwi i po chwili w drzwiach kuchni stał Zayn patrząc na nas z uniesioną brwią. Na jego usta wstąpił uśmiech, zaczął pogwizdywać, a Harry powoli wypuścił mnie z uścisku.
   -Powtórka z rozrywki?- zapytał z rozbawieniem. Na pierwszy rzut oka był rozbawiony i trochę zmieszany tą sytuacją, ale kiedy przyjrzysz się szczegółom widzisz więcej. Pstrykał palcami tak jak wtedy kiedy był zdenerwowany, po układzie ust rozpoznałam, że gryzie język i co chwilę odgarniał włosy. Był wściekły. W środku się gotował, ale udawał perfekcyjnie. Gdybym go nie znała tak dobrze pomyślała bym, że nadal mnie nienawidzi, a to co tu zaszło to jakiś żart.
   -Odpieprz się od niej co?! Coś się jej tak uczepił?!- wybuch niespodziewanie Harry. Powoli zaczynałam bać się o ich zespół. Z dnia na dzień było coraz gorzej, ale zapewne mieli już większe problemy.
   -Nie twoja sprawa... Daj sobie na luz Harry. Nie martw się. Nie odpiję ci takiej szmaty. Już chyba prędzej wylizałbym ci dupę.- powiedział z rozbawieniem po czym wyszedł.
   -Nie przej...- przerwałam brunetowi gestem dłoni. Mimo, że wiedziałam, że to tylko gra to i tak mnie bolały jego słowa. Teraz jeszcze bardziej, bo przychodziło mu z taką łatwością wypowiedzenie ich. Powstrzymałam cisnące mi się do oczu łzy po czym nie patrząc na bruneta weszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i wtulając się w Liama oglądałam serial. Całą piątka była mi niesamowicie bliska. Chciałam by nasze dobre chwile trwały jak najdłużej, ale domyślałam się co się stanie kiedy Harry dowie się o mojej miłości do Zayna. Wszystko się skomplikuje jakby jeszcze było za mało zagmatwane.
   Po jakimś czasie słyszałam tylko szum w uszach, przed oczami pojawiły się mroczki, a ja straciłam czucie w palcach u nóg. Zamrugałam kilka razy powiekami, ale bez większego skutku. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego co robię. Z tego, że skazuje siebie na śmierć, kiedy może gdybym się leczyła miałabym jakieś szanse. Powinnam powiedzieć chłopcom i Stelli, ale bałam się bardziej niż to nawet możliwe.
   Mocne ukłucie w okolicy serce sprawiło, że cicho pisnęłam z bólu. Poczułam jak się pocę i zaczynam zasypiać.
  -Wszystko okey?- usłyszałam niewyraźne pytanie Liama. Przytaknęłam delikatnie i przymknęłam oczy. Chciałam powiedzieć, że jestem śpiąca, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Ból wrócił z zdwojoną siłą i tym razem nie udało mi się zatuszować tego. Syknęłam z bólu kiedy Liam uniósł mnie delikatnie ku górze i zaczął mi się przyglądać. Przyłożył swoją dłoń do mojego czoło i coś mówił, ale tak niewyraźnie że nic nie rozumiałam. Po chwili ułożył mnie na kanapie i gdzieś pobiegł. Nim się spostrzegłam w koło stała cała piątka chłopaków plus Stella z miną jakbym jej w czymś przerwała. W czymś niezmiernie ważnym.
   Harry przykucnął przy mnie i z zmarszczonym czołem coś mówił. Mówił do mnie. Nic jednak nie docierało do mnie prócz szumu. Z tyłu zobaczyłam Zayna, który wyglądał na najbardziej przerażonego, ale najlepiej to ukrywał. Nagle szum ustał i słyszałam wszystko wyraźnie, ale nadal czułam zimno i ból serca.
   -Grace co cię boli?- wychrypiał Harry łapiąc mnie za rękę i dotykając dłonią mojego zapewne lodowatego czoła.- Boże... Jesteś rozpalona.- kiedy to usłyszałam myślałam, że roześmieję mu się w twarz. Nie mogłam być gorąca, kiedy było mi zimno.
   -Zimno mi...- wyszeptałam tylko zaciskając swoją dłoń na jego. Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym pogonił Louisa po koc. Ten wrócił szybko z kocem i poduszką.

***

        Spojrzałam na zegarek po czym przeniosłam wzrok na Liama, który prowadził auto.
   -Możemy jechać szybciej?- zapytałam zdenerwowana. Cała się trzęsłam. W końcu czekała nas próba generalna.  Byłam wykończona po ostatniej nocy, kiedy to nie mogłam w ogóle spać, a zimno doskwierało mi niemiłosiernie, ale po burzliwej nocy nadszedł słoneczny dzień. Chłopcy sługo zastanawiali się co było powodem mojej jednodniowej choroby, ale zrezygnowali wiedząc, że nie są lekarzami. Próbowali zaciągnąć mnie do szpitala, jednak na marne. Ja doskonale wiedziałam co się ze mną dzieje. Już usłyszałam wyrok.
   -Jest ograniczenie.- powiedział spokojnie brunet po czym zatrzymał się.- I jesteśmy na miejscu.- stwierdził wychodząc z auta. Kiedy tylko drzwi od mojej strony otworzyły się poczułam na skórze miły powiew wiatru. Liczyłam się z tym, że może więcej nie poczuję Londyńskiej atmosfery, ale musiałam to przeboleć.  O dziwo dzisiejszego dnia nie było przed sceną fanek. Wszystkie jakby szykowały się na wojnę, która ma jutro nastąpić.Ten występ był moją wielką szansą, nie chciałam jej zmarnować, ale wiedziałam, że nie będzie łatwo przypaść do gustu natrętnym fankom.

     Ćwiczyliśmy od około pół godziny. Gdybym była zdrowa była by to dla mnie tylko rozgrzewka, ale teraz było inaczej. Czułam się wykończona i nawet nie zauważyłam kiedy upadłam. Tym razem nikt mnie nie złapał. Cicho syknęłam czując ten przeraźliwy ból, który po chwili kazał mi krzyknąć. Nie powstrzymywałam łez, które pociekły po moich policzkach. Czułam się jakbym  powtarzała film, który już doskonale znam. Toteż kiedy ktoś wziął mnie na ręce i pocałował w czoło... Tym razem jednak pragnęłam by to był Zayn, ale wiedziałam, że nie pozwoliłby sobie na to przy zespole. Grał rewelacyjnie swoją rolę, a mnie coraz bardziej to bolało, bo coraz bardziej wierzyłam, że to co było między nami wypaliło się z czasem.

***

   Przebudziłam się w szpitalu. Zapragnęłam zapłakać nad swoim losem kiedy usłyszałam rozmowę Harry'ego z lekarzem. Tym razem wszystko mu powiedział, by ten dopilnował  mojego leczenia. Słyszałam jednak też, że jestem w zaawansowanym stadium choroby i został mi zaledwie miesiąc z hakiem. Jednak sama się na to skazałem i teraz byłam na siebie wściekła. Otworzyłam oczy patrząc na loczka, który siedział na krześle z ukrytą twarzą w dłoniach. Nie chciałam by płakał nade mną. Nie zasługiwałam na to.
   -Czemu mnie okłamałaś?! Czemu się poddałaś?!- warknął wściekle. Spuściłam speszona wzrok im przełknęłam głośno ślinę. Było mi tak strasznie wstyd, ale czasu nie cofnę.- Czy ty nie rozumiesz, że cię kocham do cholery?! Kocham i martwię się o ciebie!- wrzasnął, wstając przy tym i opierając się o ramę łóżka. Pokiwałam z niedowierzaniem głową po czym spojrzałam w jego zielone oczy i rozpłakałam się jak dziecko.
   -Harry... Ja...- zaczęłam się jąkać jak małe dziecko. Podkuliłam kolana pod brodę po czym westchnęłam i wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu: - Nie kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, zależy mi na tobie, ale nie kocham cię. Ja kocham kogo innego. Kocham Zayna.- przerwałam by wziąć wdech i zobaczyć jego reakcję. Nie reagował.
   -Przecież wy się nienawidzicie...- wymamrotał przez zaciśnięte zęby. Do oczu napłynęły mi łzy wściekłości na samą siebie.  Czemu nie powiedziałam mu już na początku? Czego się bałam?
   -Znamy się od dawna. Tylko potem wyjechał, musieliśmy zerwać kontakt... Bałam się, że cię zranię. Nie chciałam tego robić... Wybacz.- odparłam szybko.
   -A teraz co robisz?! Swoją głupotą skazałaś się na śmierć! Wiesz, że mogłabyś jeszcze żyć gdyby nie twoja głupota i ,,pogodzenie się ze śmiercią''?!  Lekarze skazują cię na śmierć! Czy dociera to do ciebie?! I wiesz co jeszcze ci powiem?!Twój kochany Zayn romansuje na boku z Stellą. Ale co ciebie to obchodzi... lepiej uciekać od problemów.

______
Od Chocolate997: Początek jest okey. Potem coś się posypało i chyba zabrakło mi trochę weny, no ale jest. Chciałam coś koniecznie dodać, bo wiem, że kolejny tydzień będzie cięższy niż ten i wiem, że możliwe, że nic nie napiszę przez jakiś czas.