Przechodziłam z nogi na nogę, starając się przy tym poskromić emocje. Chciałam już wyjść, ale oczywiście wszyscy musieli czekać na Zayna. Ten chłopak nie tylko mnie doprowadzał do szału, ale coraz bardziej też resztę domowników.
-Ile mu to jeszcze zajmie?- spytałam patrząc na Louisa, który tylko wzruszył ramionami na znak niewiedzy. Podeszłam do okna po czym utkwiłam wzrok w ludziach, którzy przebiegali przez ulicę, chcąc schronić się przed deszczem. Wszyscy biegli przed siebie, zapewne niektórzy do pracy, inni do szkoły, a jeszcze inni na spotkanie z swoja drugą połówką. Mój wzrok przykuł chłopak o skórze bladej jak porcelana i oczach niebieskich jak dwa oceany. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały i żadne z nas nie odwróciło wzroku. Przystanął na chwilę po czym spojrzał gdzieś za mnie i pobiegł dalej.
-Gotowi?- obróciłam się i posłałam Zaynowi złe spojrzenie.
-Od półgodziny. Miałeś iść tylko po wodę, a nie było cię trzydzieści minut. To nie jest normalne. - wysyczała Stella. Od jakiegoś czasu rzucali się sobie do gardła, jeszcze gorzej niż ja i Zayn, a przecież na początku mieli taki dobry kontakt.
-Chodźcie, bo się znowu spóźnimy!- wrzasnął Harry zakładając na głowę kaptur i gestem ręki nakazał zrobić mi to samo. Nie było to jednak przed ochroną od deszczu, a od fanek, które czasem przekraczały ludzkie pojęcie. Potrafiły rzucić się na chłopców i zdzierać z nich ciuchy bez powodu.Czasem myślałam, że są chore.
Na miejscu byliśmy po przejechaniu mini vanem chłopców około czterech kilometrów. Nie obyło się oczywiście bez korków, które o godzinie dziewiątej były nieco zaskakujące. Przeważnie ludzie o taj porze byli w biurach i szkołach.
Szybko jednak dowiedzieliśmy się skąd ten korek. Wszyscy zjechali się z swoimi nastoletnimi córkami, które starały się przedrzeć przez wysoki płot odgradzający scenę i okolicę. To było jak w jakimś koszmarze, nigdy nie wyobrażałam sobie, że tak wygląda codzienność gwiazd. Co prawda mogłam się tego spodziewać, ale to co zaszło po chwili całkiem wyprowadziło mnie z równowagi. Kiedy tylko wyszliśmy z auta, bo innym sposobem niż pieszo nie dało się przedostać, zostaliśmy osaczeni. Nawet ochroniarze nie mogli nic poradzić na te psychofanki. Tylko tak mogłam je nazwać. Ogromny hałas, wykrzykiwane imiona chłopców i prośby które gdyby miały znaleźć sie w filmie to tylko powyżej szesnastego roku życia.
Poczułam jak coś wbija mi się w plecy by po chwili rzucić mną o ziemię. Upadłam, ale praktycznie nikt tego nie zauważył. Nim udało mi się pozbierać zobaczyłam jak jedna z fanek całuje się z Zaynem. Chłopak nie wyglądał na zadowolonego z tego faktu, ale mimo to coś zabolał mnie tam w środku, mimo tych kłótni, tych sprzeczek i wyzwisk zabolało mnie to.
Bardzo.
Już po chwili fanki zostały po drugiej stronie ogrodzenia, a my byliśmy bezpieczni. Zayn rzucał w ich stronę wyzwiska, ale tak ciche by nie mogły usłyszeć. Teraz rozumiałem. To, że tak kochają swoje fanki było zwykłą ściemą. Nie dziwiłam się. One wtargnęły w ich życie i nie dawały za wygraną. Posuwały się do rzeczy, które były okropne.
-Czyli to kłamstwo.- stwierdziłam na głos. Wszyscy od razu na mnie spojrzeli, wszyscy prócz Zayna i tylko on mi odpowiedział.
-Tak. To wszystko bzdura. Jak myślisz? Co by było gdybyśmy powiedzieli naszym fanką, że to co robią jest chore i nie normalne? Że nie chcemy tego?- przerwał na chwilę by się obrócić w moją stronę.- Rozszarpały by nas, a dodatkowo wylecieli byśmy z tej branży. Nie możemy sobie na to pozwolić. Taki życie celebryty.- dodał na końcu po czym zakładając na głowę kaptur ruszył w kierunku sceny, a my za nim. Powoli zaczynałam poznawać prawdziwe życie chłopców, które wcale nie było tak idealne i kolorowe.
***
- Może zrobiłabyś to choć raz poprawnie i mielibyśmy spokój co?! Przez ciebie siedzimy tu jeszcze zamiast być w domu i odpoczywać. Musimy tysiąc razy śpiewać jeden kawałek, bo ty nie potrafisz poprawnie wykonać pół obrotu.!- naskoczył na mnie szatyn po drugiej stronie sceny. Szedł w moją stronę zaciskając dłonie w pięści. Tylko on cały czas widział jakieś problemy, jakieś błędy, których nikt nie dostrzegał nawet ja sama, a przecież byłam tancerką i znałam się na tym. Nie słyszałam dalszych słów chłopaka, bo nagle coś zaczęło szumieć mi w uszach, przed oczami pojawiły się czarne plamki, a oddech tak jak w tedy kiedy dowiedziałam się, ze to Harry mnie wykorzystał, stał się płytki. Nogi stały się jak z waty i gdyby nie Harry, który złapał mnie w porę upadła bym po raz kolejny tego dnia.
Właśnie. Może wtedy kiedy przedzieraliśmy się przez tłum fanek to nie ktoś mnie pociągnął, a sama upadłam?
Nic nie słyszałam i praktycznie nic nie widziałam, jedynie czułam jak ktoś bierze mnie na ręce i to jak całuje mnie w czoło. Zastanawiałam się kto to był. Harry? A może Niall? Obaj byli mi bliscy i ja chyba im też.
***
Nie... To złe porównanie.
Jakbym zaraz miała skoczyć z przepaści do otchłani, albo zostać przejechana przez kilku tonowego tira. Niby nic, a jednak coś.
Wzięłam głęboki oddech, oblizując przy tym moje spierzchnięte usta. Wszystko mnie bolało, a zwłaszcza głowa. Jakby zaraz miała eksplodować i to z nieznanych mi przyczyn. Słychać było pikanie czegoś i cykanie zegara, czyjś równy oddech i to jak ktoś chodzi po pokoju. Nagle zrozumiałam gdzie jestem.
Ten specyficzny zapach jak u dentysty, panująca cisza i czyjes zdenerwowane kroki. Aparatura. Byłam podłączona do kroplówki i jakby nagle wszystkie elektrody zaczęły mi ciążyć.
Uchyliłam powoli powieki, ale szybko ukryłam twarz w ramieniu, spotykając się z jasnym światłem. Zamrugałam kilkakrotnie by przyzwyczaić wzrok i rozejrzałam się dookoła. Białe ściany, metalowe łóżko, biała pościel, pełno kabli do których byłam podłączona i przyjaciele.
Byłam w szpitalu.
W pomieszczeniu była tylko Stella i Zayn. Cicho o czymś rozmawiali, jakby wykłócali się. On wyglądał an zdenerwowanego, a ona jakby triumfowała nad nim z uśmiechem. Szatyn widząc, że się obudziłam po prostu wyszedł, natomiast dziewczyna usiadła na skraju łóżka i posłała mi przemęczony uśmiech. Spodziewałam się najgorszego.
-Co się stało? Czemu tu jestem?- zapytałam dokładnie wypowiadając każde słowo. Stella tak jak to miała w zwyczaju szukała jakiegoś punktu zawieszenia, kręciła się bez opamiętania na miejscu w którym siedziała i bawiła się bransoletką, którą dostała ode mnie na dwunaste urodziny.
- Nie wiemy... Lekarze nic chcą nam nic powiedzieć, bo nie jesteśmy rodziną. Pytali się o twoich rodziców...- przerwała na chwilę widząc zapewne moją zbolałą minę.
-Co im powiedziałaś?- zapytałam kiedy do oczu napłynęły mi łzy. Chciałam je odgonić, ale nie potrafiłam.
-Prawdę. Przecież nie mogłam ich okłamać! Grace! Chłopcy muszą się dowiedzieć! Taka jest prawda i nigdy się jej nie pozbędziesz!- nakrzyczała na mnie. Już otwierałam usta by jej odpowiedzieć, ale uprzedziły mnie czyjeś kroki. Po chwili drzwi otworzyły się a do środka wszedł lekarz. Minę miał zbolałą, ale jednocześnie starał się uśmiechać, by dodać mi otuchy.
-Stella…- wyszeptałam ściskając
jej dłoń. Dziewczyna przytaknęła po czym odeszła. Zostałam sama z mężczyzną w długim, białym
fartuchu. Przyjrzałam mu się uważniej i to tylko po to by pozbyć się myśli
sprzed kilku sekund. Był dobrze zbudowany, jak na swój podeszły wiek. Koło czterdziestki,
może czterdzieści pięć. Oczy podkrążone w kolorze czerni, na głowie ciemna
czupryna, na pewno farbowana. Po jego dłoniach mogłam się domyślić, że
przeszedł wiele, że wiele wycierpiał i wiele go jeszcze czekało. Nosił na swoich dłoniach krew wielu ludzi. To wszystko
dało się wywnioskować z jego postawy, wzroku i spracowanych dłoni.
- Witaj Grace. Przychodzę do ciebie z
informacjami… No raczej nie dobrymi. – dokończył niepewnie. Jakby się bał, ze
zaraz ktoś mu się rzuci do gardła.
Czekałam.
- Choroba robi swoje i z każdym dniem będzie
coraz gorzej. Musisz odpocząć, stres też pomaga zaognianiu się objawów.- nic
nie rozumiałam z jego paplaniny. Jakby mówił w innym języki.
-O czym pan mówi?- spytałam zaskoczona.
Cicho westchnął ukrywając dłonie w kieszeniach po czym wyrzucił z siebie jak
najszybciej tylko mógł te słowa:
- Masz anemię. Da się to jeszcze naprawić,
musisz tylko…- przerwałam mu gestem dłoni. Nawet mnie to nie ruszyło.
Wiedziałam, że coś jest nie tak, ale nie miałam zamiaru się nad sobą użalać.
Nie miałam zamiaru nikomu tego zdradzić, nawet Stelli.
Od Chocolate997: Coraz więcej tajemnic i więcej pomysłów w mojej głowie. Plan był inny. Znaczy się anemia miała być, ale długo się zastanawiałam zanim napisałam diagnostykę lekarza. Nie wiedziałam, że przypadkiem nie przesadzam. Praktycznie w każdym moi opowiadaniu jest jakaś choroba, tam białaczka, tu anemia..., a gdzie indziej anoreksja. Myślę jednak że was to nie zrazi. Staram się dodawać na razie systematycznie. W przyszłym tygodniu myślę, ze dodam nawet w piątek, bo mamy w końcu długi weekend i mam mniej nauki, ale to się zobaczy;)
Dedykacja: Dla Jemi... Brakuje mi tych naszych rozmów na gg;( Mam nadzieję, że niedługo i ja i ty będziemy mieć więcej czasu. Dziękuję, że jesteś ;**
PS. Przepraszam za czcionkę, ale nie mogę jej ogarnąć coś...
PS. Przepraszam za czcionkę, ale nie mogę jej ogarnąć coś...