czwartek, 29 listopada 2012

9. Chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.

        Przełknęłam głośno ślinę patrząc prosto w zielone oczy Loczka. Głęboko oddychałam by nie wybuchnąć niepohamowanym płaczem. Było mi go tak strasznie żal. Byłam wściekła na siebie, że go tak zraniłam, że wystawiłam i kazałam robić sobie nadzieję. Od początku wiedziałam, że nie będziemy razem, a to co nas łączy to tylko przyjaźń, ale mimo to dawałam mu szansę, dawałam nadzieję, którą teraz bezprawnie zabrałam i schowałam za plecami by było do niej trudniej dotrzeć. Chciałam cofnąć czas, ale doskonale wiedziałam, że tak nie wolno, że muszę uczyć się na błędach i że w końcu to i tak by nic nie zmieniło. Bo w końcu co? Odkochała bym się w Zaynie? W jego czekoladowych oczach? W jego poczuciu humoru i tym sarkastycznym tonie? A może zakochałabym się w Harrym i w jego zielonych tęczówkach, w jego ciepłym uśmiechu i bezpieczeństwie jakie mi dawał przez ostatni czas.
   Mimo to wszystko nie mogłam uwierzyć, że posunął się tak daleko by kłamać, by łgać mi w żywe oczy tylko po to by zranić równie mocno co ja go. To był cios poniżej pasa i nawet jeśli zasłużyłam to przecież nie kopie się leżącego.
   -Przepraszam...- wyszeptał brunet siadając przy łóżku i biorąc moje dłonie w swoje.- Nie powinienem ci o tym mówić, zwłaszcza teraz, ale mam ci kłamać prosto w twarz? Udawać, że nic nie widzę i to tylko niewinne igraszki? Kiedy nie wiedziałam, że go kochasz było mi łatwiej, ale teraz jak sobie pomyślę, że on robił skoki w bok to nie mogę dopuścić do siebie, że będę ukrywał to przed tobą.- jego słowa docierały do mnie z opóźnieniem, usta wykrzywiły się w grymas, a do oczu napłynęły łzy. Poczułam jak po chwili spływają po moich policzkach i kapią na białą pościel szpitalnego łóżka.
   -Harry wyjdź...- wydukałam między szlochami.- Proszę...- dodałam po chwili kiedy Hazza nie reagował. Nie podniosłam wzroku kiedy usłyszałam trzask drzwi, nie spojrzałam nawet kiedy usłyszałam czyjąś kłótnię na korytarzy. Serce pękało mi na małe kawałeczki kiedy pomyślałam, że moja najlepsza przyjaciółka za moimi plecami robiła mi takie świństwo. Że ON robił mi to bez oporów. Kochałam go. Zawsze i wszędzie. Nawet jak wyjechał był dla mnie najważniejszy. Nie spałam całe noce, nie myślałam o niczym innym niż on, nie słuchałam niczego innego jak jego piosenek, jego słów... Oglądałam wszystkie jego występy, wszystkie wywiady, a on? Nie zadzwonił, nie napisał... Odciął się.
  Ale to nic. Czekałam na dzień kiedy będę mogła go przytulić i ucałować, kiedy poczuję zapach jego perfum, kiedy zatopię się w jego spojrzeniu...
   -Grace?- na dźwięk tego głosu cicho pisnęłam. Odwróciłam wzrok w stronę okna kiedy usłyszałam kroki i to jak jego nierówny oddech jest coraz bliżej. W końcu zatrzymał się, usiadł na skraju łóżka i ujął moją dłoń, którą momentalnie wyrwałam.
   -Jak mogłeś?- spytałam spokojnie odwracając głowę w jego stronę i patrząc mu prosto w oczy. Widziałam w nich ból, strach i cierpienie, ale teraz było to dla mnie nic nie warte, bo znałam jego talent aktorski to jak pięknie potrafił kłamać i oszukiwać. - Jak mogliście...- wyszeptałam patrząc w stronę drzwi gdzie stała Stella z spuszczoną głową.
  -To nie tak... Kocham tylko ciebie. Uwierz.- wyszeptał szatyn głaszcząc mój policzek i jednocześnie ścierając z niego ostatnią łzę. Poderwałam się gwałtownie i już po chwili stałam na zimnej posadce boso. Obeszłam łóżko w koło, stanęłam przed Zaynem i bez zastanowienia dałam mu w twarz. Ten odchylił głowę poruszając szczęką, by ją rozluźnić. Zagryzłam dolną wargę. Gdybym była dość silna zabiła bym go tu i teraz, tak samo jak ją. Odwróciłam się w stronę szatynki, a kiedy otwierała już usta by coś powiedzieć podeszłam i wypchnęłam ją za drzwi.
   -Mam ci wierzyć?! Nienawidzę cię! Przeleciałeś moją najlepszą przyjaciółkę! Obściskiwałeś się z nią za moimi plecami i teraz mi wmawiasz, że kochasz tylko mnie?! Dlaczego to zrobiłeś?!- zadałam pytania, ale natychmiastowo na nie odpowiedziałam. - Powiem ci dlaczego. Bo mnie nie mogłeś bzykać przez najbliższy miesiąc! Musiałeś kogoś pościskać! I mam w dupie co czujesz! Gówno mnie obchodzi co sobie myślisz teraz! Masz się wynosić z mojego życia! Mas zniknąć i nigdy nie wracać! Nie chcę cię znać, więc spieprzaj!- wydarłam się na cały głos w czasie kiedy po moich policzkach płynęły gorzkie oznaki cierpienia. Zayn chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc to że jestem gotowa rzucić mu się do gardła wstał i ruszył w kierunku drzwi.
   Już miałam rzucać się na łóżko z wrzaskiem kiedy Malik zatrzymał się i jeszcze raz na mnie spojrzał.
  -Przepraszam. Popełniłem wiele błędów, ale tego jednego nigdy sobie nie wybaczę.- po czym wyszedł.  Usiadłam na łóżko zanosząc się szlochem. Miałam serdecznie dość tych problemów, tego życia... Chciałam tylko zasnąć i nigdy się nie obudzić.

***
      
          Usiadłam na zimnym parapecie i oparłam głowę o szybę. Czekałam na przyjazd rodziców z kraju. Mieli mnie odwiedzić i zadecydować co dalej w związku z moim leczeniem, w końcu nie byłam pełnoletnia. Coraz bardziej zastanawiałam się nad jedną sprawą, ale bałam się komukolwiek o tym mówić.
  Bałam się wielu rzeczy,a le chyba najbardziej śmierci i tego co teraz stało przede mną do wyboru. Mogłam umrzeć tu w tym szpitalu lub domu chłopców albo u siebie w moim pokoju, na moim łóżku wyścielonym fioletową pościelą w kwiaty na łące, w miejscu gdzie żyłam całe swoje życie gdzie byłam najważniejsza i coś warta, gdzie wszystko było przepełnione miłością.
   Co byście wybrali?
  Nie chciałam zostawiać Harry'ego i chłopaków, ale też nie chciałam w swoje ostatnie dni być daleko od rodzony. Musiałam pogodzić się z myślą, że może został mi jeszcze tydzień, może dwa i że jutro mogę się nie obudzić, że mogę umierać w bólach lub spokojnie. Nikt nie wiedział ile to potrwa, nikt nie był gotowy na śmierć, nigdy nie jest się na nią gotowym w tak młodym wieku. Spodziewamy się, że umrzemy jako starcy u boku ukochanego, w chatce niedaleko lasu z mężem, który trzyma cię za rękę w ostatnich chwilach życia, ale tak na prawdę mogę umrzeć u i teraz. Mogę dostać ataku lub ktoś może wbiec i mnie postrzelić.
   Chciałam tylko ochronić innych przed nieszczęściem, bym mogła umierać tam gdzie chcę i by inni nie musieli na to patrzeć.
   -Jak się czujesz?- dotarł do mnie głos Nialla. Chłopak stał w drzwiach sali z reklamówką w ręce. Zapewne miał w niej jakieś smakołyki, którymi miał zamiar ze mną się podzielić. Ciężko było mi patrzeć mu w twarz i mówić, że jest dobrze, ale nie chciałam go martwić. Wiedziałam, że on też jest gotowy na to co miało się stać w najbliższym czasie, a jego pytanie jest tylko grzecznościowe.
   -Bywało gorzej.- skłamałam i powoli wstałam. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie, by zachęcić go do podejścia bliżej.
   - Pięknie wyglądasz w tym białym fartuchu.- powiedział patrząc na szpitalną piżamę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
   -Wiem. To niedługo będzie pierwszy krzyk mody. Zobaczysz. Jeszcze będziesz w takiej chodził.- chłopak cicho zaśmiał się pod nosem po czym przysiadł i wyrzucił zawartość torby na białą poszewkę kołdry.
   -Przeszmuglowałem ci trochę słodyczy. Lekarze mówią, że nie powinnaś, ale skoro u...- przerwał gwałtownie napotykając mój wzrok.
   -Nie bój się. Śmierć to nic nadzwyczajnego. W niebie na pewno mają mnóstwo karmelków i krówek.- odparłam patrząc na to co znajdowało się na środku łóżka.
  -Oby. Kocham je.- wyszeptał blondyn oblizując wargi i zacierając dłonie. - To pałaszujmy.!- krzyknął uradowany po czym otworzył jedną krówkę i cisnął ją sobie do ust. Zrobiłam to samo rozkoszując się słodkim smakiem.
  Minął tydzień.
  Tak długo nie miałam w ustach nic słodkiego, jedynie jakieś papki, soczki i kaszki jak dla dzieci. Żywiłam się jak przeciętny trzylatek, ale mój lekarz prowadzący mówił, że to konieczne by przeżyć.
  -Gadałaś z Zaynem?- spytał Niall opierając się przy tym o ramę łóżka. Pokręciłam tylko przecząco głową po czym uczyniłam to samo co mój rozmówca. - Powinnaś. Mu na tobie zależy. Całe noce słyszę jak się krząta po pokoju, widzę jak mu ciężko. Nie umie usiedzieć w miejsce. Cały czas otwiera lodówkę i zamyka nic nie biorąc, nie je od tygodnia, jedynie pije ale to i tak mało. On czuje się tak jak ty. Daj mu szansę.- wymamrotał chłopak zbierając papierki i bawiąc się nimi w rękach.
   -Zayn jest już dla mnie przeszłością. Powinniśmy zapomnieć o sobie i zacząć od nowa dlatego...- zaczęłam, ale przerwałam.- Dlatego... Wracam do Nowego Jorku. Przykro mi..- wyszeptałam tak cicho, że chyba nawet Niall ledwo to usłyszał. Pobladł na twarzy po czym jego wzrok spoczął gdzieś za moimi plecami. Starałam się pohamować łzy widząc jak on sam ma nimi przepełnione oczy, jak nerwowo przegryza wargę i ściska dłonie w pięści by się nie rozpłakać.
   -Nie zostawiaj mnie...- wyszeptał po czym przytulił mnie mocno do siebie.
  Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Po prostu siedziałam jak słup soli, a moje łzy skapywały na jego ramię. Zraniłam kolejną osobę, znów komuś zadałam ból i to przez swoją samolubność, ale chciałam ich zostawić za sobą, chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.

      Chocolate997: Nie wiem co mam wam powiedzieć, jak przepraszać za tak długą przerwę. Mogę jedynie tłumaczyć się nauką i szkołą, ale to chyba nie ma sensu. Wystarczyło przysiąść i napisać, bo pomysł był no, ale nie było czasu. Musze was niestety poinformować, że zbliżamy się ku końcowi. Tak wiem tu zapewne Boddie mnie udusi, poćwiartuje i zakopie, ale to nie tak że nie mam weny, chęci czy czasu, ale może bardziej planów. Nie wiem jak mogłabym to dalej pociągnąć, jak przedstawić życie Grace. Może coś jeszcze wymyślę, jakoś to pokomplikuję dla was, dla Boddie ;) Postaram się. Jednak jak na razie nie mogę obiecać nic więcej niż 2 rozdziały.

sobota, 17 listopada 2012

8.Wiesz, że mogłabyś jeszcze żyć gdyby nie twoja głupota i ,,pogodzenie się ze śmiercią''?!

     ,,Jak wrócimy to wszystko będzie jak dawniej.''
  Uśmiechnęłam się pod nosem i wyjęłam mojego laptopa. Sprawdziłam twittera, wpisałam ,,Kocham <3'' po czym wyłączyłam komputer i zakładając na siebie szlafrok zbiegłam do kuchni. Odkaszlnęłam cicho widząc stojącego przy blacie Hazze w samych bokserkach. Momentalnie nie wiedziałam gdzie podziać wzrok.  Uśmiechnęłam się do niego blado i poczułam jak się czerwienię na twarzy. Brunet stał z rozbawieniem na twarzy, w jednej ręce trzymał nóż, a w drugiej bułkę. Niepewnie podeszłam do lodówki po czym wyjęłam z niej sok.
  -Uważaj bo cię dźgnę królewno.- powiedział zbliżając się niebezpiecznie blisko. Utkwiłam wzrok w zegarze za nim, kiedy położył swoje dłonie na wysokości moich ramion i oparł się o lodówkę. Zagryzłam dolną wargę niechętnie spoglądając w jego zielone oczy. Posłałam mu blady uśmiech, a ten go odwzajemnił. Każda dziewczyna chciałaby być na moim miejscu,a ja... A ja nie chciałam patrzeć teraz w jego zielone oczy, nie chciałam czuć na sobie jego oddechu i spojrzenia, nie chciałam być tak blisko, zwłaszcza, że właśnie pogodziłam się z Zaynem
   Głośny trzask drzwi i po chwili w drzwiach kuchni stał Zayn patrząc na nas z uniesioną brwią. Na jego usta wstąpił uśmiech, zaczął pogwizdywać, a Harry powoli wypuścił mnie z uścisku.
   -Powtórka z rozrywki?- zapytał z rozbawieniem. Na pierwszy rzut oka był rozbawiony i trochę zmieszany tą sytuacją, ale kiedy przyjrzysz się szczegółom widzisz więcej. Pstrykał palcami tak jak wtedy kiedy był zdenerwowany, po układzie ust rozpoznałam, że gryzie język i co chwilę odgarniał włosy. Był wściekły. W środku się gotował, ale udawał perfekcyjnie. Gdybym go nie znała tak dobrze pomyślała bym, że nadal mnie nienawidzi, a to co tu zaszło to jakiś żart.
   -Odpieprz się od niej co?! Coś się jej tak uczepił?!- wybuch niespodziewanie Harry. Powoli zaczynałam bać się o ich zespół. Z dnia na dzień było coraz gorzej, ale zapewne mieli już większe problemy.
   -Nie twoja sprawa... Daj sobie na luz Harry. Nie martw się. Nie odpiję ci takiej szmaty. Już chyba prędzej wylizałbym ci dupę.- powiedział z rozbawieniem po czym wyszedł.
   -Nie przej...- przerwałam brunetowi gestem dłoni. Mimo, że wiedziałam, że to tylko gra to i tak mnie bolały jego słowa. Teraz jeszcze bardziej, bo przychodziło mu z taką łatwością wypowiedzenie ich. Powstrzymałam cisnące mi się do oczu łzy po czym nie patrząc na bruneta weszłam do salonu. Usiadłam wygodnie na kanapie i wtulając się w Liama oglądałam serial. Całą piątka była mi niesamowicie bliska. Chciałam by nasze dobre chwile trwały jak najdłużej, ale domyślałam się co się stanie kiedy Harry dowie się o mojej miłości do Zayna. Wszystko się skomplikuje jakby jeszcze było za mało zagmatwane.
   Po jakimś czasie słyszałam tylko szum w uszach, przed oczami pojawiły się mroczki, a ja straciłam czucie w palcach u nóg. Zamrugałam kilka razy powiekami, ale bez większego skutku. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego co robię. Z tego, że skazuje siebie na śmierć, kiedy może gdybym się leczyła miałabym jakieś szanse. Powinnam powiedzieć chłopcom i Stelli, ale bałam się bardziej niż to nawet możliwe.
   Mocne ukłucie w okolicy serce sprawiło, że cicho pisnęłam z bólu. Poczułam jak się pocę i zaczynam zasypiać.
  -Wszystko okey?- usłyszałam niewyraźne pytanie Liama. Przytaknęłam delikatnie i przymknęłam oczy. Chciałam powiedzieć, że jestem śpiąca, ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Ból wrócił z zdwojoną siłą i tym razem nie udało mi się zatuszować tego. Syknęłam z bólu kiedy Liam uniósł mnie delikatnie ku górze i zaczął mi się przyglądać. Przyłożył swoją dłoń do mojego czoło i coś mówił, ale tak niewyraźnie że nic nie rozumiałam. Po chwili ułożył mnie na kanapie i gdzieś pobiegł. Nim się spostrzegłam w koło stała cała piątka chłopaków plus Stella z miną jakbym jej w czymś przerwała. W czymś niezmiernie ważnym.
   Harry przykucnął przy mnie i z zmarszczonym czołem coś mówił. Mówił do mnie. Nic jednak nie docierało do mnie prócz szumu. Z tyłu zobaczyłam Zayna, który wyglądał na najbardziej przerażonego, ale najlepiej to ukrywał. Nagle szum ustał i słyszałam wszystko wyraźnie, ale nadal czułam zimno i ból serca.
   -Grace co cię boli?- wychrypiał Harry łapiąc mnie za rękę i dotykając dłonią mojego zapewne lodowatego czoła.- Boże... Jesteś rozpalona.- kiedy to usłyszałam myślałam, że roześmieję mu się w twarz. Nie mogłam być gorąca, kiedy było mi zimno.
   -Zimno mi...- wyszeptałam tylko zaciskając swoją dłoń na jego. Chłopak odwzajemnił uśmiech po czym pogonił Louisa po koc. Ten wrócił szybko z kocem i poduszką.

***

        Spojrzałam na zegarek po czym przeniosłam wzrok na Liama, który prowadził auto.
   -Możemy jechać szybciej?- zapytałam zdenerwowana. Cała się trzęsłam. W końcu czekała nas próba generalna.  Byłam wykończona po ostatniej nocy, kiedy to nie mogłam w ogóle spać, a zimno doskwierało mi niemiłosiernie, ale po burzliwej nocy nadszedł słoneczny dzień. Chłopcy sługo zastanawiali się co było powodem mojej jednodniowej choroby, ale zrezygnowali wiedząc, że nie są lekarzami. Próbowali zaciągnąć mnie do szpitala, jednak na marne. Ja doskonale wiedziałam co się ze mną dzieje. Już usłyszałam wyrok.
   -Jest ograniczenie.- powiedział spokojnie brunet po czym zatrzymał się.- I jesteśmy na miejscu.- stwierdził wychodząc z auta. Kiedy tylko drzwi od mojej strony otworzyły się poczułam na skórze miły powiew wiatru. Liczyłam się z tym, że może więcej nie poczuję Londyńskiej atmosfery, ale musiałam to przeboleć.  O dziwo dzisiejszego dnia nie było przed sceną fanek. Wszystkie jakby szykowały się na wojnę, która ma jutro nastąpić.Ten występ był moją wielką szansą, nie chciałam jej zmarnować, ale wiedziałam, że nie będzie łatwo przypaść do gustu natrętnym fankom.

     Ćwiczyliśmy od około pół godziny. Gdybym była zdrowa była by to dla mnie tylko rozgrzewka, ale teraz było inaczej. Czułam się wykończona i nawet nie zauważyłam kiedy upadłam. Tym razem nikt mnie nie złapał. Cicho syknęłam czując ten przeraźliwy ból, który po chwili kazał mi krzyknąć. Nie powstrzymywałam łez, które pociekły po moich policzkach. Czułam się jakbym  powtarzała film, który już doskonale znam. Toteż kiedy ktoś wziął mnie na ręce i pocałował w czoło... Tym razem jednak pragnęłam by to był Zayn, ale wiedziałam, że nie pozwoliłby sobie na to przy zespole. Grał rewelacyjnie swoją rolę, a mnie coraz bardziej to bolało, bo coraz bardziej wierzyłam, że to co było między nami wypaliło się z czasem.

***

   Przebudziłam się w szpitalu. Zapragnęłam zapłakać nad swoim losem kiedy usłyszałam rozmowę Harry'ego z lekarzem. Tym razem wszystko mu powiedział, by ten dopilnował  mojego leczenia. Słyszałam jednak też, że jestem w zaawansowanym stadium choroby i został mi zaledwie miesiąc z hakiem. Jednak sama się na to skazałem i teraz byłam na siebie wściekła. Otworzyłam oczy patrząc na loczka, który siedział na krześle z ukrytą twarzą w dłoniach. Nie chciałam by płakał nade mną. Nie zasługiwałam na to.
   -Czemu mnie okłamałaś?! Czemu się poddałaś?!- warknął wściekle. Spuściłam speszona wzrok im przełknęłam głośno ślinę. Było mi tak strasznie wstyd, ale czasu nie cofnę.- Czy ty nie rozumiesz, że cię kocham do cholery?! Kocham i martwię się o ciebie!- wrzasnął, wstając przy tym i opierając się o ramę łóżka. Pokiwałam z niedowierzaniem głową po czym spojrzałam w jego zielone oczy i rozpłakałam się jak dziecko.
   -Harry... Ja...- zaczęłam się jąkać jak małe dziecko. Podkuliłam kolana pod brodę po czym westchnęłam i wyrzuciłam z siebie na jednym wydechu: - Nie kocham cię. Jesteś moim najlepszym przyjacielem, zależy mi na tobie, ale nie kocham cię. Ja kocham kogo innego. Kocham Zayna.- przerwałam by wziąć wdech i zobaczyć jego reakcję. Nie reagował.
   -Przecież wy się nienawidzicie...- wymamrotał przez zaciśnięte zęby. Do oczu napłynęły mi łzy wściekłości na samą siebie.  Czemu nie powiedziałam mu już na początku? Czego się bałam?
   -Znamy się od dawna. Tylko potem wyjechał, musieliśmy zerwać kontakt... Bałam się, że cię zranię. Nie chciałam tego robić... Wybacz.- odparłam szybko.
   -A teraz co robisz?! Swoją głupotą skazałaś się na śmierć! Wiesz, że mogłabyś jeszcze żyć gdyby nie twoja głupota i ,,pogodzenie się ze śmiercią''?!  Lekarze skazują cię na śmierć! Czy dociera to do ciebie?! I wiesz co jeszcze ci powiem?!Twój kochany Zayn romansuje na boku z Stellą. Ale co ciebie to obchodzi... lepiej uciekać od problemów.

______
Od Chocolate997: Początek jest okey. Potem coś się posypało i chyba zabrakło mi trochę weny, no ale jest. Chciałam coś koniecznie dodać, bo wiem, że kolejny tydzień będzie cięższy niż ten i wiem, że możliwe, że nic nie napiszę przez jakiś czas.

środa, 7 listopada 2012

7.-Tęskniłam...

        Szłam po krawężniku i nie zważając na ludzi w koło płakałam. Nienawidziłam siebie, nienawidziłam Zayna, ich wszystkich... Byłam dla nich ciężarem. Ja i Stella. Czemu nie umiałam tak jak ona być twarda. Wściekła włożyłam w uszy słuchawki i puszczając pierwszą lepszą piosenkę szłam dalej przed siebie. Łzy ciekły po moich policzkach, a ja nie umiałam ich powstrzymać. Chciałam wtulić się w kogoś i mu o wszystkim powiedzieć, wreszcie wylać z siebie wszystkie bóle. To tak strasznie bolało. Od środka byłam w kawałkach, moje serce już nigdy nie będzie w całości, zawsze jakiś odłamek zaginie.Jak w szklance, która potłuczona na posadce w kuchni rozsypała się po całym pomieszczeniu.
    Kiedy znalazłam się na jakimś odludziu spojrzałam w niebo i wściekła na siebie i swoją słabość głośno wrzasnęłam. Znajdowałam się na łące, koło lasu. Otarłam łzy i nagle w słuchawkach zaczęła płynąć muzyka z najnowszego krążka chłopaków. Opadłam na ziemię i zwijając się z wewnętrznego cierpienia jeszcze głośniej zaczęłam płakać. Dlaczego mi się to przytrafiło? Dlaczego właśnie on skradł moje serce? To było niedozwolone. Tak nie mogło być.
   Gorzej już chyba nie mogło być, ale jak się okazało potem... To był dopiero początek złej passy tego dnia.

***

        Odstawiłam talerz do zmywarki i już miałam uciekać do łazienki by wziąć relaksującą kąpiel i na moment oderwać się od tego wszystkiego kiedy w drzwiach stanął Zayn. Zmierzył mnie wzrokiem po czym podszedł bliżej i zaszedł mi drogę. Przypomniałam sobie jego słowa przy stole u rodziców Harry'ego i do oczu po raz kolejny tego dnia napłynęły mi łzy. Zagryzłam dolną wargę patrząc w jego oczy. Nagle poczułam jak chłopak łapie mnie za dłoń i ciągnie w stronę wyjścia. 
   -Choć ze mną.- odpowiedział tylko. Złapałam w biegu kurtkę, a by założyć buty musiałam go zatrzymać.
   -Moment. Musze założyć buty.- powiedziałam, ale ten nie słuchał. Kiedy staliśmy już przy drzwiach puścił mnie po czym wziął na ręce i  zaczął nieść przez ogród. Nie szamotałam się. Wręcz przeciwnie. Cicho siedziałam i przyglądałam mu się, starając się przy tym rozgryźć jego humor. Był szczęśliwy, ale mogłam to wnioskować jedynie po jego rozczochranych włosach i kąciku ust, który nieznacznie był uniesiony ku górze. W końcu postawił mnie na jakimś dużym kamieniu. Byliśmy w ogródku sąsiadów, a właściwie parku za ich domem. Był kompletnie pusty, ani żywej duszy. Tylko ja i on. Tak wymarzona sytuacja, ale teraz chciałam uciec. Nie mogłam na niego patrzeć. Jego piwne ślepia utkwione były we mnie, a usta teraz zaczęły przybierać jeszcze to większy uśmiech. Pomyślałam, że to jakiś żart, ale kiedy złapał moje dłonie w swoje, kiedy już chwiałam się i przyciągnął mnie do siebie zrozumiałam, że na tę chwilę czekałam i ja i on. Nie mogliśmy uciec od siebie. Przeznaczenie postawiło nas na swojej drodze. Tylko czy on widział to samo co ja w swojej wyobraźni czy wręcz przeciwnie.
   -Przepraszam...- wychrypiał szukając na mojej twarzy oznaki zgody. Stałam przed nim bez butów, bez nakrycia, w samej sukience w kwiaty, która powiewała na wietrze i czułam się jak małe dziecko, które właśnie dostaje swoją nagrodę.  Oblizałam spierzchnięte wargi. Wystarczyło jedno słowo bym zapomniała o tych wszystkich kłótniach, o tych problemach i wyzwiskach. Po moim policzku spłynęłam samotna łza. Łza szczęścia, a kiedy tylko się uśmiechnęłam chłopak objął mnie w pasie i mocno do siebie przytulił. Brakowało mi jego ciepła, jego troski i nadopiekuńczości Potrzebowałam go jak powietrza, a kiedy go nie było... Byłam nikim. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a nogami objęła go w pasie i jak miś koala wtuliłam się w jego tors.
   -Tęskniłam...- wyszeptałam mu do ucha. Nie minęła sekunda, a nasze usta złączyły się w pocałunku, którego tak bardzo nie chciała, który jeszcze półgodziny wcześniej był dla mnie czymś straszny. Teraz wszystko się zmieniło. Kiedy tylko poczułam jego perfumy... Tak. To właśnie one mnie tak uwiodły, ten jego specyficzny zapach i oczy... Które zawsze na mój widok błyszczały.

    Dwa lata wcześniej...

  Oparłam głowę na torsie chłopaka i poczułam jak ten obejmuje mnie w pasie, przyciągając do siebie. Leżeliśmy w naszym ulubionym miejscu nad rzeką, nieopodal mojego domu. Czekałam aż się odezwie i aż powie coś. Kiedy tylko do mnie i wszedł bez pukania zrozumiałam, że stało się coś ważnego. Nie odzywał się. Wziął mnie na ręce i nie pozwalając założyć butów wyniósł nad rzekę. To piękne miejsce już zawsze będzie mi się z nim kojarzyło. Czekałam cierpliwie wiele minut. On przyglądał mi się z zmarszczonym czołem co jakiś czas całując w usta i głaszcząc po głowie. 
   -Wyjeżdżam.- to jedno słowo zawaliło całe moje życie. Sprawiło, że straciło ono sens, a ja chęci by dalej się starać o jego względy. Usiadłam przed nim po turecku i chowając ręce w kieszenie bluzy patrzyłam wyczekująco na wytłumaczenie.
   - Żartujesz.- skwitowałam uśmiechając się do niego trochę drwiąco. To nie mogła być prawda...
   -Zapomnij o mnie. Zacznij od nowa. Nigdy się nie znaliśmy. Wiem ile by kosztowała cię taka rozłąka, mnie zresztą też, ale nie mogę tu zostać.- do oczu napłynęły mi łzy, które nie uszły jego uwadze.- Nie płacz... Nie zasługuję na to.- pokręciłam głową z niedowierzaniem po czym wstałam.
   -Mam zapomnieć?! Czy ty siebie słyszysz czy ty coś brałeś?! Nigdy nie zapomnę najlepszego roku w moim życiu. Kocham cię jak wariatka, a ty każesz mi zapomnieć?! Jesteś... jesteś...- po moich policzkach pociekły łzy, a żeby wypiowiedzieć te słowa musiałam długo spierać się z swoim sercem. - Jesteś nic nie wart! Sukinsyn! Nienawidzę cię! Rozumiesz to?! Nie chcę cię znać!

Teraźniejszość...
 
   -Przebacz mi.- powiedział całując mnie w czoło.
   -Już dawno przebaczyłam. Nigdy nie przestałam.- powiedziałam zaciągając się zapachem jego perfum. 


____
Od Chocolate997: Mi osobiście się podoba. Miałam na niego wielką wenę i mnóstwo chęci. W porównaniu do poprzedniego. Chyba wszystko już wiecie. Te kłótnie, wyzwiska to tylko przykrywka;D Osobiście na początku miałam inny plan, ale ten wydał mi się bardziej na miejscu. Zapał mi wrócił i mam teraz podwójne chęci, ale za to mniej czasu. Właśnie teraz powinnam kuć z chemii. ;)

czwartek, 1 listopada 2012

6.Nasz zespół to jest jakieś jedno, wielkie gówno.

    Moja decyzja była szybka i dla mnie przynajmniej jasna. Wychodzę z szpitala i idę do domu. Teraz liczył się tylko występ chłopców, nie mogłam ich zawieźć. Nie w tak kluczowym momencie. Postanowiłam też trochę pokłamać moim przyjaciołom. Nie chciałam nic zmieniać w naszych relacjach, a wiem, że wiadomość o chorobie by im zmiękczyła serca. Liczyłam na to, że Zayn będzie mnie nadal nienawidził, Harry będzie speszony, a reszta chłopaków po mojej stronie. Stella miała jednak rację. Musiałam wszystko powiedzieć, tylko jak? Jak spojrzeć im w oczy, jak spojrzeć MU w oczy i wydusić z siebie te słowa? To było zbyt trudne.
   Wstałam powoli starając się przy tym nie stracić równowagi po czym uśmiechnęłam się do siebie. Spojrzałam spod rzęs na Harry'ego. Był bardzo przejęty moim stanem i wydawało mi się, że nawet chciał mi coś powiedzieć, ale rezygnował za każdym razem gdy widział moje spojrzenie.
   - Na pewno dobrze się czujesz?- spytał zatroskany, a ja usłyszałam czyjeś westchnienie koło drzwi. Nie musiałam widzieć go, a wiedziałam że to Zayn. Nie podobało mu się to, że przebywam w szpitalu tylko dlatego, że zemdlałam. Uważał, że chłopcy przesadzają i lekarze tak samo.
   -Tak Harry. To tylko tymczasowe osłabienie. Za bardzo się tym przejmujesz, wszyscy za bardzo to bierzecie do serca.- powiedziałam patrząc na pozostałych chłopców. Wszyscy przyglądali mi się z grobowymi minami jakby zaraz miało się coś stać, coś najgorszego. - Wracajmy do domu.- powiedziałam wychodząc z pokoju.

***

       Okręciłam się wokół własnej osi i uśmiechnęłam do swojego lustra chcąc dodać sobie otuchy. Może i sukienka w tęczowe kolory i układała się dobrze, ale co z tego skoro ja cały czas miałam przed oczyma swoje martwe ciało. Ile mi zostało? Maks pół roku jeśli nie będę się leczyć. 
   Nie będę. Po co? To da mi tylko nadzieję, która w tym momencie jest mi zbędna. Po co potem się rozczarowywać? 
   Wstała automatycznie słysząc pukanie do drzwi, zarzuciłam na ramiona mój czarny żakiet po czym otworzyłam drzwi i ujrzałam Louisa. Uśmiechał się do mnie szeroko.
   -Gotowa?- zapytał, a ja przytaknęłam. Dzisiejsze popołudnie mieliśmy spędzić z rodzicami Harry'ego. Podobno byli bardzo mili i chcieli mnie razem z Stellą poznać już kiedy dowiedzieli się, że przyjedziemy. Loczek chodził trochę zdenerwowany czekając na mnie, ale kiedy tylko mnie ujrzał jakby uspokoił się. Uśmiech wstąpił na jego usta, a oczy zabłysły. 
  - Grace przepraszam... Nie mówiłem wtedy o tobie, mówiłem o... O kim innym uwierz mi.
   -O kim?- zapytałam wprost. Harry spojrzał po przyjaciołach, a na końcu utkwił wzrok w Stelli. Dziewczyna stała zdenerwowana i przyglądała się czubkom swoich czarnych balerin. Miałam takie same. Kupiłyśmy je tuż przed wyjazdem.
   -Powiem ci później, jak będziemy sami... Wszystko ci wyjaśnię, ale pierw.. Pięknie wyglądasz.- powiedział. Blado się uśmiechnęłam. 
   Nie minęło kilka chwil, a byliśmy w domu rodziców Harry'ego. Poznałam jego przemiłą siostrę Gemmę i oczywiście mamę i tatę. Przemiłe małżeństwo, chciałabym żeby tak kiedyś wyglądała moja rodzina, ale wiedziałam, ze to niemożliwe. Mama nie żyła od mojego urodzenia, nigdy tak na prawdę jej nie miałam, ojciec zawsze się mnie wypierał publicznie, nawet nie raczył zadzwonić i spytać czy jeszcze żyję.
   Siedzieliśmy przy stole i ogólnie panowała bardzo napięta atmosfera. Pani Styles rzucała w moją stronę różnymi pytaniami, ale widząc, że nie kwapię się do odpowiedzi co do rodziców zmieniła zgrabnie temat. Teraz to Stella była jej obiektem pytań. Poczułam jak ktoś łapie mnie pod stołem za dłoń. Odwzajemniłam uścisk Hazzy. Kiedy był blisko jakby wszystkie troski znikały i już nawet ten incydent na imprezie był dla mnie nieważny.
   -Słuchacie nas gołąbeczki?- zapytał nagle Zayn. Rodzice mojego przyjaciela jakby się rozpłynęli i wszyscy teraz przyglądali się naszym złączonym dłonią. Szybko się wyrwałam po czym zmrużyłam wojowniczo oczy szykując się na atak mulata.  - Wiedziałem, że jesteś zwykłą szmatą od początku... Mówiłem, ale kogo to interesuje? Pierw jesteś wściekła na Hazze, a teraz nagle z nim flirtujesz? Ona owija sobie ciebie wokół palca, a ty się dajesz. Jesteś żałosny.- wysyczał przez zęby.
   -Zayn odpuść sobie chociaż dziś co? Jesteśmy u moich rodziców.- wychrypiał Harry  patrząc na szatyna.
   -Jasne, zgrywajmy wspaniały zespół. Już dawno nie jesteśmy zespołem. Powiedz jej jaka jest prawda! Nasz zespół to jest jakieś jedno, wielkie gówno. Wytrwaliśmy rok i to już koniec... Mamy coraz mniej fanów i zleceń na koncerty, a przez co? Przez ciągłe panienki! Przez nasze wygłupy! Przez to, że przygarniamy pod dach jakieś dwie ździry! Dorośnijcie może! Bo na razie tylko ja myślę tu o naszym zespole, a wy świetnie się bawicie! Spójrzcie na siebie... Jesteście nikim. Wszyscy jesteśmy coraz niżej i nikt z nas nie stara się to naprawić, a tylko pogarszamy sytuację.- zaskoczyły mnie jego słowa. Jakby wszystkie zarzuty kierował w moją stronę, bo tylko na mnie ciągle patrzył. Już teraz wiedziałam co było powodem jego nienawiści do mnie od samego początku. Niszczyłam ich zespół i reputacje.
   Wszyscy siedzieli w ciszy. W końcu nie wytrzymałam. Zacisnęłam zęby by nie uronić ani łzy i wściekła wybiegłam z domu.

____
Od Chocolate997: Przepraszam, że taki krótki, o niczym i nudnawy, ale naprawdę nie mam ostatnio weny. Coś nagle mnie złapało, bo napisałam początek, ale potem jakby wszystko uleciało ze mnie i została wymuszona wena. Napisałam, ale jestem na siebie zła, bo straciłam zapał na tego bloga, który mam nadzieję szybko wróci. Po prostu to ten natłok nauki i różnych myśli mnie przytłacza. Co chwilę mam nowe pomysły, ale niestety żaden nie tyczy się dalsze akcji tego bloga. Niestety, ale przeczuwam, że to będzie krótkie opowiadanie. Już teraz to mówię, byście byli przygotowani ;) To dopiero szósty rozdział, a ja już chciała bym to rzucić w cholerę! Jednak postaram się to doprowadzić do końca.