Nigdy.
Mówił, że tylko mięczaki płaczą, że u kobiet to normalne, bo one są bardziej uczuciowe i potrzebują czasem się komuś wypłakać, za to faceci powinni być twardzi i silni, nieważne co się stanie.
Teraz jednak chyba ta teza straciła ważność. Powoli wstałam i biorąc w dłoń moją spakowaną torbę, którą przywiózł Harry ruszyłam w stronę drzwi. Zatrzymał mnie jednak Loczek z malującym się na twarzy bóle. Przytrzymał mnie w pasie bym nie upadła z wycieńczenia po czym przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Czułam się jak mała dziewczyna w jego ramionach, która potrzebuje pocieszenia.
-Trzymaj się.- wyszeptał tylko kiedy do pokoju wszedł mój tata. Posłałam brunetowi delikatny uśmiech i w tym samym momencie usłyszałam krzyk pielęgniarki z korytarza. Kobieta wbiegła do środka, ale tuż przed nią zrobił to Zayn. Szatyn z podkrążonymi oczami patrzył na moich rodziców jakby błagalnie, by dali mu jeszcze chwilę, ale wiedziałam, że ciężko mu będzie ich namówić.
-A więc to ty...- wychrypiał mój ojciec ostro. Mój tata nigdy nie tolerował Zayna, a kiedy nagle wyjechał i zostawił mnie samą w środku lata był do niego jeszcze bardziej sceptycznie nastawiony. Uważał, że mój przylot to Londynu będzie złym pomysłem, ale ja byłam zbyt uparta by go słuchać. Chciałam spełnić swoje marzenia, ale kosztem czego? Kosztem życia. Gdybym go wtedy posłuchała możliwe, że bym teraz nie cierpiała tak teraz.
- Dzień dobry. Czy mógłbym zamienić słowo z Grace?- odezwał się słabym głosem szatyn. Dopiero teraz dostrzegłam jak jest słaby. Ile go kosztuje to cierpienie, ale nie miałam zamiaru ulegać. Nie w momencie kiedy klamka zapadła. Nie miałam zamiaru jej podnosić i jeszcze raz opuszczać by mu się podobało.
Wyjeżdżam i kropka.
Tata spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko przytaknęłam głową. Musiałam z nim porozmawiać ten ostatni raz.
-Kocham cię. Nie wiem co mam ci powiedzieć, co mam zrobić byś mi wybaczyła, byś znów była moja... Bym ja był twój. Jesteś najpiękniejszą osobą, którą spotkałem, którą pokochałem całym sercem. Przepraszam... Nie wiem co jeszcze mogę ci powiedzieć.- zaczął kiedy wszyscy wyszli. Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie z tego powodu usiadłam na zaścielone łóżko, tylko dlatego, że zrobiło mi się słabo.
Zawsze kochałam tego wariata, ale wiedziałam, że nie mogę mu wybaczyć, że to doprowadziło by do kolejnego zawodu miłosnego i kolejnych cierpień. Patrząc mu prosto w oczy czułam jak moje serce pęka, nie mogłam patrzeć na jego zbolałą minę, na jego smutne oczy, które były czerwone zapewne od płaczu.
-Zayn... Nawet jeśli ci wybaczę to to nic nie zmieni. Ja wyjeżdżam do Stanów. Wracam do domu z rodzicami. Tam będę miała lepsze warunki by się leczyć. Nigdy tu nie wrócę.- powiedziałam opatulając się ramionami. W oczach Zayna dostrzegłam przez moment zaskoczenie, ale zaraz potem wrócił ten okropny ból którym oboje byliśmy przepełnieni. Ta tęsknota za jego dotykiem, to uczucie, że jestem czyjaś, że komuś zależy i walczy.
- Przepraszam...- dodałam po czym z łzami w oczach wyminęłam go i wyszłam na korytarz.
***
Nowy Jork przywitał mnie pięknym słońcem na niebie. Ktoś normalny cieszył by się z powrotu do Stanów. W końcu to szczyt marzeń by tu być. Dla mnie jednak to nie było tak piękne jak się wydaje. Przywykłam do deszczowego Londynu, do aury jaka tam panowała, do specyficznej gościnności ludzi. Liczyłam, że kiedyś tam zamieszkam, ale teraz nie chciałam. Myśl, ze mogła bym spotkać chłopców nawet na ulicy była dla mnie nie do zniesie.a Spojrzeć w twarz im wszystkim i powiedzieć ,,Przepraszam, ze stchórzyłam''.
Jak miałam wrócić do szkoły i opowiadać o tym co spotkało mnie w Anglii? Wszyscy będą mnie wypytywać kim oni są, czy media ukazują ich prawdziwych, a ja będę musiała odpowiadać na niewygodne pytania.
Bałam się.
Choć może nie potrzebnie, bo przecież zostało mi kilka tygodni życia. Może nie dotrwam do rozpoczęcia roku?
Jak miałam wrócić do szkoły i opowiadać o tym co spotkało mnie w Anglii? Wszyscy będą mnie wypytywać kim oni są, czy media ukazują ich prawdziwych, a ja będę musiała odpowiadać na niewygodne pytania.
Bałam się.
Choć może nie potrzebnie, bo przecież zostało mi kilka tygodni życia. Może nie dotrwam do rozpoczęcia roku?
Rok później...
Głośno się zaśmiałam i ledwo stojąc na nogach ruszyłam do przodu. Marika szła z niemniej rozbawioną miną, a Angela wydawała się być naprawdę zła. Nigdy nie lubiła kiedy sobie z niej żartowałyśmy, ale przecież to nic złego.
-To prawda!- krzyknęła Mari przyciągając do siebie przyjaciółkę i obejmując ramieniem. Zrobiłam to samo tylko z drugiej strony.
- Powiedz mu jak jest. Nigdy nie masz pewności, że ty mu się nie podobasz.- stwierdziłam oblizując wargi. Mowa była o Georgu. Chłopaku, który od dłuższego czasu podobał się Angeli. I ja i Marika uważałyśmy, że pasują do siebie, a naszemu aniołkowi przydało by się towarzystwo kogoś innego niż dwóch przyjaciółek.
Od tego roku wiele się zmieniło. Stałam się bardziej pewna siebie, cały rok szkolny spędzałam z moimi przyjaciółkami ani przez moment nie myśląc o One Direction. Wszystkie wspomnienia związane z nimi po prostu wyrzuciłam otwierając umysł na nowe przeżycia.
Choroba odeszła, wyleczyłam się z anemii i mojej chorej miłości do Zayna.
Angela i Marika były moimi najlepszymi przyjaciółkami, Stelli nie widziała od kiedy wyrzuciłam ją za drzwi w szpitalu. Nie odzywała się do mnie, ja do niej też nie. Podobno została w Londynie i podróżuje z chłopcami, ale to tylko plotki, które zapewne rozpuściła jej matka.
-Wyśmieje mnie... Nie jestem wystarczająco dobra dla niego...- wykręciłam oczami i zachichotałam cicho. Angela była podobno z nas trzech najbardziej pyskata, najbardziej odważna i najbardziej buntownicza, ale kiedy przychodziło co do czego to chowała głowę w piasek. Mało kto znał jej prawdziwe oblicze, to jaka jest krucha, delikatna i uczuciowa.
-Daj spokój. Wtedy dasz mu w tę słodką mordkę i powiesz, że to był żart. Jak zawsze.- skwitowałam wyswobadzając się i otwierając drzwi od mojego domu. Rodzice non stop pracowali by zapewnić nam dostatek. Jak dla mnie zdecydowanie za bardzo się przemęczali i starali, ale oni mnie nie słuchali. Chcieli jak najlepiej.
-A co tam u Jaymi'ego?- zapytała blondynka ciekawa tego co jej odpowiem. Wydaje mi się, że chciała po prostu pokazać mi, że nie tylko ona w tym towarzystwie nie ma partnera na dłuższą metę.
- A co ma być? Dzisiaj wraca od ojca. Podobno nieźle go wkurzył i ten go wysłał z powrotem do domu.- odpowiedziałam starając się zachować luźny ton. Jednak na samo jego imię przechodziły mnie przyjemne dreszcze, czułam motylki w brzuchu i miłe ciepło. Teraz to on był w moich myślach każdego dnia i nie mogłam się od niego opędzić. Nigdy jednak nie byliśmy razem. Nigdy nie powiedzieliśmy sobie tego wprost.
Tak. Zdarzały się uściski, pocałunki, a czasem nawet noce spędzone razem, ale nigdy nie wyznał mi, że mu na mnie zależy, że mnie kocha, a ja nigdy nie nalegałam by to wyznał. Spojrzałam pytająco na Mari wyjmując z lodówki sok pomarańczowy.
-Nie, dzięki.- odpowiedziała krótko i z wielkim uśmiechem na twarzy usiadła na jednym z krzeseł. Dziewczyna kilka dni temu wróciła z wakacji na Majorce gdzie zaprosili ją rodzice Josha.
Właściwie, to chłopcy bardzo dużą rolę odgrywali w naszym życiu. Każda z nas była ich wszystkich przyjaciółką, znała na wylot i wiedziała o nich wszystko,a wszystko przez ten rok. Zaczęłyśmy od nocnych spotkań u którejś, rozmawiałyśmy całymi nocami na ich temat, o tym jacyś oni są cudowni. Potem przestałyśmy przypominając sobie, że przecież to głupie.
Marika była z Joshuą od trzech lat. Na początku się nienawidzili bo oboje uważani byli za najlepsze mózgi historyczne. Potem jednak jakaś siła, która nazywała się ,,pieniądze'' połączyła ich. Josh jak i Georg, Jaymi i Jamie byli zespołem. Ojciec JJ- czyli Jamie'ego- był ważną szychą w show biznesie. Miał własną wytwórnię płytową i to on namówił chłopców by stworzyli coś na bazie boys bandu. Tylko oni byli o wiele lepsi.
Byli rewelacyjni.
Nagle rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Szybko wyminęłam Mari i Angelę po czym otworzyłam drzwi. Szeroko rozpostarłam oczy po czym je zmrużyłam i skrzyżowałam dłonie na piersi.
-Cześć.- odezwała się słabym głosem Stella. Czarnulka stała przede mną i jak gdyby nigdy nic uśmiechała przyjaźnie. Zapragnęłam wykopać ją za drzwi, ale zbyt bardzo przypominała mi Londyn, przypominała chłopców. Czułam się jakbym zobaczyła ducha, jakby wszystkie wspomnienia wróciły z zdwojoną siłą i atakowały od tyłu.
______
Od Chocolate997: Druga część w ogóle mi się nie podoba, jakieś to takie dziwne. Ta wymiana zdań... Czuję się jakbym cofnęła się co najmniej o trzy lata i pisała tak jak wtedy. No, ale nie będę was męczyć. W ,,Bohaterowie'' pojawiły się postacie Mariki, Angeli jak i nowych chłopców czyli JJ, Jaymi'ego, Georga i Josha;)
Jakoś tak dziwnie się poczułam czytając rozmowę Zayna i Grace xd Tak trochę przykro, gdy Grace powiedziała, że to już koniec i nie wróci ;D A potem Stella i *.* Może jednak nie jest taka do końca zła xd I George.. Śliczny jest *.* Z Union J, no nie...? Myślimy o tym samym Geogru? xd :D W każdym razie - rozdział fantastyczny :D
OdpowiedzUsuńFantastycznie ! I jestem pewna ,że kolejna część będzie równie dobra :D
OdpowiedzUsuńNaprawdę ! Jestem bardzo podekscytowana :)
Wszystko mi się podoba :)
Jest idealnie :) Czekam na nn :***