Mimo to wszystko nie mogłam uwierzyć, że posunął się tak daleko by kłamać, by łgać mi w żywe oczy tylko po to by zranić równie mocno co ja go. To był cios poniżej pasa i nawet jeśli zasłużyłam to przecież nie kopie się leżącego.
-Przepraszam...- wyszeptał brunet siadając przy łóżku i biorąc moje dłonie w swoje.- Nie powinienem ci o tym mówić, zwłaszcza teraz, ale mam ci kłamać prosto w twarz? Udawać, że nic nie widzę i to tylko niewinne igraszki? Kiedy nie wiedziałam, że go kochasz było mi łatwiej, ale teraz jak sobie pomyślę, że on robił skoki w bok to nie mogę dopuścić do siebie, że będę ukrywał to przed tobą.- jego słowa docierały do mnie z opóźnieniem, usta wykrzywiły się w grymas, a do oczu napłynęły łzy. Poczułam jak po chwili spływają po moich policzkach i kapią na białą pościel szpitalnego łóżka.
-Harry wyjdź...- wydukałam między szlochami.- Proszę...- dodałam po chwili kiedy Hazza nie reagował. Nie podniosłam wzroku kiedy usłyszałam trzask drzwi, nie spojrzałam nawet kiedy usłyszałam czyjąś kłótnię na korytarzy. Serce pękało mi na małe kawałeczki kiedy pomyślałam, że moja najlepsza przyjaciółka za moimi plecami robiła mi takie świństwo. Że ON robił mi to bez oporów. Kochałam go. Zawsze i wszędzie. Nawet jak wyjechał był dla mnie najważniejszy. Nie spałam całe noce, nie myślałam o niczym innym niż on, nie słuchałam niczego innego jak jego piosenek, jego słów... Oglądałam wszystkie jego występy, wszystkie wywiady, a on? Nie zadzwonił, nie napisał... Odciął się.
Ale to nic. Czekałam na dzień kiedy będę mogła go przytulić i ucałować, kiedy poczuję zapach jego perfum, kiedy zatopię się w jego spojrzeniu...
-Grace?- na dźwięk tego głosu cicho pisnęłam. Odwróciłam wzrok w stronę okna kiedy usłyszałam kroki i to jak jego nierówny oddech jest coraz bliżej. W końcu zatrzymał się, usiadł na skraju łóżka i ujął moją dłoń, którą momentalnie wyrwałam.
-Jak mogłeś?- spytałam spokojnie odwracając głowę w jego stronę i patrząc mu prosto w oczy. Widziałam w nich ból, strach i cierpienie, ale teraz było to dla mnie nic nie warte, bo znałam jego talent aktorski to jak pięknie potrafił kłamać i oszukiwać. - Jak mogliście...- wyszeptałam patrząc w stronę drzwi gdzie stała Stella z spuszczoną głową.
-To nie tak... Kocham tylko ciebie. Uwierz.- wyszeptał szatyn głaszcząc mój policzek i jednocześnie ścierając z niego ostatnią łzę. Poderwałam się gwałtownie i już po chwili stałam na zimnej posadce boso. Obeszłam łóżko w koło, stanęłam przed Zaynem i bez zastanowienia dałam mu w twarz. Ten odchylił głowę poruszając szczęką, by ją rozluźnić. Zagryzłam dolną wargę. Gdybym była dość silna zabiła bym go tu i teraz, tak samo jak ją. Odwróciłam się w stronę szatynki, a kiedy otwierała już usta by coś powiedzieć podeszłam i wypchnęłam ją za drzwi.
-Mam ci wierzyć?! Nienawidzę cię! Przeleciałeś moją najlepszą przyjaciółkę! Obściskiwałeś się z nią za moimi plecami i teraz mi wmawiasz, że kochasz tylko mnie?! Dlaczego to zrobiłeś?!- zadałam pytania, ale natychmiastowo na nie odpowiedziałam. - Powiem ci dlaczego. Bo mnie nie mogłeś bzykać przez najbliższy miesiąc! Musiałeś kogoś pościskać! I mam w dupie co czujesz! Gówno mnie obchodzi co sobie myślisz teraz! Masz się wynosić z mojego życia! Mas zniknąć i nigdy nie wracać! Nie chcę cię znać, więc spieprzaj!- wydarłam się na cały głos w czasie kiedy po moich policzkach płynęły gorzkie oznaki cierpienia. Zayn chciał coś jeszcze powiedzieć, ale widząc to że jestem gotowa rzucić mu się do gardła wstał i ruszył w kierunku drzwi.
Już miałam rzucać się na łóżko z wrzaskiem kiedy Malik zatrzymał się i jeszcze raz na mnie spojrzał.
-Przepraszam. Popełniłem wiele błędów, ale tego jednego nigdy sobie nie wybaczę.- po czym wyszedł. Usiadłam na łóżko zanosząc się szlochem. Miałam serdecznie dość tych problemów, tego życia... Chciałam tylko zasnąć i nigdy się nie obudzić.
***
Usiadłam na zimnym parapecie i oparłam głowę o szybę. Czekałam na przyjazd rodziców z kraju. Mieli mnie odwiedzić i zadecydować co dalej w związku z moim leczeniem, w końcu nie byłam pełnoletnia. Coraz bardziej zastanawiałam się nad jedną sprawą, ale bałam się komukolwiek o tym mówić.
Bałam się wielu rzeczy,a le chyba najbardziej śmierci i tego co teraz stało przede mną do wyboru. Mogłam umrzeć tu w tym szpitalu lub domu chłopców albo u siebie w moim pokoju, na moim łóżku wyścielonym fioletową pościelą w kwiaty na łące, w miejscu gdzie żyłam całe swoje życie gdzie byłam najważniejsza i coś warta, gdzie wszystko było przepełnione miłością.
Co byście wybrali?
Nie chciałam zostawiać Harry'ego i chłopaków, ale też nie chciałam w swoje ostatnie dni być daleko od rodzony. Musiałam pogodzić się z myślą, że może został mi jeszcze tydzień, może dwa i że jutro mogę się nie obudzić, że mogę umierać w bólach lub spokojnie. Nikt nie wiedział ile to potrwa, nikt nie był gotowy na śmierć, nigdy nie jest się na nią gotowym w tak młodym wieku. Spodziewamy się, że umrzemy jako starcy u boku ukochanego, w chatce niedaleko lasu z mężem, który trzyma cię za rękę w ostatnich chwilach życia, ale tak na prawdę mogę umrzeć u i teraz. Mogę dostać ataku lub ktoś może wbiec i mnie postrzelić.
Chciałam tylko ochronić innych przed nieszczęściem, bym mogła umierać tam gdzie chcę i by inni nie musieli na to patrzeć.
-Jak się czujesz?- dotarł do mnie głos Nialla. Chłopak stał w drzwiach sali z reklamówką w ręce. Zapewne miał w niej jakieś smakołyki, którymi miał zamiar ze mną się podzielić. Ciężko było mi patrzeć mu w twarz i mówić, że jest dobrze, ale nie chciałam go martwić. Wiedziałam, że on też jest gotowy na to co miało się stać w najbliższym czasie, a jego pytanie jest tylko grzecznościowe.
-Bywało gorzej.- skłamałam i powoli wstałam. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie, by zachęcić go do podejścia bliżej.
- Pięknie wyglądasz w tym białym fartuchu.- powiedział patrząc na szpitalną piżamę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wiem. To niedługo będzie pierwszy krzyk mody. Zobaczysz. Jeszcze będziesz w takiej chodził.- chłopak cicho zaśmiał się pod nosem po czym przysiadł i wyrzucił zawartość torby na białą poszewkę kołdry.
-Przeszmuglowałem ci trochę słodyczy. Lekarze mówią, że nie powinnaś, ale skoro u...- przerwał gwałtownie napotykając mój wzrok.
-Nie bój się. Śmierć to nic nadzwyczajnego. W niebie na pewno mają mnóstwo karmelków i krówek.- odparłam patrząc na to co znajdowało się na środku łóżka.
-Oby. Kocham je.- wyszeptał blondyn oblizując wargi i zacierając dłonie. - To pałaszujmy.!- krzyknął uradowany po czym otworzył jedną krówkę i cisnął ją sobie do ust. Zrobiłam to samo rozkoszując się słodkim smakiem.
Minął tydzień.
Tak długo nie miałam w ustach nic słodkiego, jedynie jakieś papki, soczki i kaszki jak dla dzieci. Żywiłam się jak przeciętny trzylatek, ale mój lekarz prowadzący mówił, że to konieczne by przeżyć.
-Gadałaś z Zaynem?- spytał Niall opierając się przy tym o ramę łóżka. Pokręciłam tylko przecząco głową po czym uczyniłam to samo co mój rozmówca. - Powinnaś. Mu na tobie zależy. Całe noce słyszę jak się krząta po pokoju, widzę jak mu ciężko. Nie umie usiedzieć w miejsce. Cały czas otwiera lodówkę i zamyka nic nie biorąc, nie je od tygodnia, jedynie pije ale to i tak mało. On czuje się tak jak ty. Daj mu szansę.- wymamrotał chłopak zbierając papierki i bawiąc się nimi w rękach.
-Zayn jest już dla mnie przeszłością. Powinniśmy zapomnieć o sobie i zacząć od nowa dlatego...- zaczęłam, ale przerwałam.- Dlatego... Wracam do Nowego Jorku. Przykro mi..- wyszeptałam tak cicho, że chyba nawet Niall ledwo to usłyszał. Pobladł na twarzy po czym jego wzrok spoczął gdzieś za moimi plecami. Starałam się pohamować łzy widząc jak on sam ma nimi przepełnione oczy, jak nerwowo przegryza wargę i ściska dłonie w pięści by się nie rozpłakać.
-Nie zostawiaj mnie...- wyszeptał po czym przytulił mnie mocno do siebie.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Po prostu siedziałam jak słup soli, a moje łzy skapywały na jego ramię. Zraniłam kolejną osobę, znów komuś zadałam ból i to przez swoją samolubność, ale chciałam ich zostawić za sobą, chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.
Bałam się wielu rzeczy,a le chyba najbardziej śmierci i tego co teraz stało przede mną do wyboru. Mogłam umrzeć tu w tym szpitalu lub domu chłopców albo u siebie w moim pokoju, na moim łóżku wyścielonym fioletową pościelą w kwiaty na łące, w miejscu gdzie żyłam całe swoje życie gdzie byłam najważniejsza i coś warta, gdzie wszystko było przepełnione miłością.
Co byście wybrali?
Nie chciałam zostawiać Harry'ego i chłopaków, ale też nie chciałam w swoje ostatnie dni być daleko od rodzony. Musiałam pogodzić się z myślą, że może został mi jeszcze tydzień, może dwa i że jutro mogę się nie obudzić, że mogę umierać w bólach lub spokojnie. Nikt nie wiedział ile to potrwa, nikt nie był gotowy na śmierć, nigdy nie jest się na nią gotowym w tak młodym wieku. Spodziewamy się, że umrzemy jako starcy u boku ukochanego, w chatce niedaleko lasu z mężem, który trzyma cię za rękę w ostatnich chwilach życia, ale tak na prawdę mogę umrzeć u i teraz. Mogę dostać ataku lub ktoś może wbiec i mnie postrzelić.
Chciałam tylko ochronić innych przed nieszczęściem, bym mogła umierać tam gdzie chcę i by inni nie musieli na to patrzeć.
-Jak się czujesz?- dotarł do mnie głos Nialla. Chłopak stał w drzwiach sali z reklamówką w ręce. Zapewne miał w niej jakieś smakołyki, którymi miał zamiar ze mną się podzielić. Ciężko było mi patrzeć mu w twarz i mówić, że jest dobrze, ale nie chciałam go martwić. Wiedziałam, że on też jest gotowy na to co miało się stać w najbliższym czasie, a jego pytanie jest tylko grzecznościowe.
-Bywało gorzej.- skłamałam i powoli wstałam. Usiadłam na łóżku i poklepałam miejsce obok siebie, by zachęcić go do podejścia bliżej.
- Pięknie wyglądasz w tym białym fartuchu.- powiedział patrząc na szpitalną piżamę. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wiem. To niedługo będzie pierwszy krzyk mody. Zobaczysz. Jeszcze będziesz w takiej chodził.- chłopak cicho zaśmiał się pod nosem po czym przysiadł i wyrzucił zawartość torby na białą poszewkę kołdry.
-Przeszmuglowałem ci trochę słodyczy. Lekarze mówią, że nie powinnaś, ale skoro u...- przerwał gwałtownie napotykając mój wzrok.
-Nie bój się. Śmierć to nic nadzwyczajnego. W niebie na pewno mają mnóstwo karmelków i krówek.- odparłam patrząc na to co znajdowało się na środku łóżka.
-Oby. Kocham je.- wyszeptał blondyn oblizując wargi i zacierając dłonie. - To pałaszujmy.!- krzyknął uradowany po czym otworzył jedną krówkę i cisnął ją sobie do ust. Zrobiłam to samo rozkoszując się słodkim smakiem.
Minął tydzień.
Tak długo nie miałam w ustach nic słodkiego, jedynie jakieś papki, soczki i kaszki jak dla dzieci. Żywiłam się jak przeciętny trzylatek, ale mój lekarz prowadzący mówił, że to konieczne by przeżyć.
-Gadałaś z Zaynem?- spytał Niall opierając się przy tym o ramę łóżka. Pokręciłam tylko przecząco głową po czym uczyniłam to samo co mój rozmówca. - Powinnaś. Mu na tobie zależy. Całe noce słyszę jak się krząta po pokoju, widzę jak mu ciężko. Nie umie usiedzieć w miejsce. Cały czas otwiera lodówkę i zamyka nic nie biorąc, nie je od tygodnia, jedynie pije ale to i tak mało. On czuje się tak jak ty. Daj mu szansę.- wymamrotał chłopak zbierając papierki i bawiąc się nimi w rękach.
-Zayn jest już dla mnie przeszłością. Powinniśmy zapomnieć o sobie i zacząć od nowa dlatego...- zaczęłam, ale przerwałam.- Dlatego... Wracam do Nowego Jorku. Przykro mi..- wyszeptałam tak cicho, że chyba nawet Niall ledwo to usłyszał. Pobladł na twarzy po czym jego wzrok spoczął gdzieś za moimi plecami. Starałam się pohamować łzy widząc jak on sam ma nimi przepełnione oczy, jak nerwowo przegryza wargę i ściska dłonie w pięści by się nie rozpłakać.
-Nie zostawiaj mnie...- wyszeptał po czym przytulił mnie mocno do siebie.
Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Po prostu siedziałam jak słup soli, a moje łzy skapywały na jego ramię. Zraniłam kolejną osobę, znów komuś zadałam ból i to przez swoją samolubność, ale chciałam ich zostawić za sobą, chciałam zapomnieć i oddać się rozkoszy umierania.
Chocolate997: Nie wiem co mam wam powiedzieć, jak przepraszać za tak długą przerwę. Mogę jedynie tłumaczyć się nauką i szkołą, ale to chyba nie ma sensu. Wystarczyło przysiąść i napisać, bo pomysł był no, ale nie było czasu. Musze was niestety poinformować, że zbliżamy się ku końcowi. Tak wiem tu zapewne Boddie mnie udusi, poćwiartuje i zakopie, ale to nie tak że nie mam weny, chęci czy czasu, ale może bardziej planów. Nie wiem jak mogłabym to dalej pociągnąć, jak przedstawić życie Grace. Może coś jeszcze wymyślę, jakoś to pokomplikuję dla was, dla Boddie ;) Postaram się. Jednak jak na razie nie mogę obiecać nic więcej niż 2 rozdziały.
A żebyś wiedziała, że cię uduszę, poćwiartuje i zakopie! ;< Grr... Nie będę ci tu robiła wywodu, bo nie chcę wszczynać kłótni, a zresztą to nie jest miejsce na takie i wgl ty wiesz co ja myślę, więc... Powiem tylko, że Stella mnie zawiodła, choć chyba nie wiem czy rzeczywiście Zayn zdradził Grace z nią... W każdym razie rozdział jest fantastyczny, choć trochę smutny :D
OdpowiedzUsuńMi się rozdział bardzo podoba :)
OdpowiedzUsuńBaaaardzo :D Cieszę się ,że go napisałaś :)
Cała historia bardzo mi przypadła do gustu mimo ,że na początku marudziłam :P
Dobrze wiesz ,że kocham to co piszesz :)
Mam nadzieję ,że będziesz tu z nami jak najdłużej :)
Czekam na więcej :*:*:*:*:*