środa, 7 listopada 2012

7.-Tęskniłam...

        Szłam po krawężniku i nie zważając na ludzi w koło płakałam. Nienawidziłam siebie, nienawidziłam Zayna, ich wszystkich... Byłam dla nich ciężarem. Ja i Stella. Czemu nie umiałam tak jak ona być twarda. Wściekła włożyłam w uszy słuchawki i puszczając pierwszą lepszą piosenkę szłam dalej przed siebie. Łzy ciekły po moich policzkach, a ja nie umiałam ich powstrzymać. Chciałam wtulić się w kogoś i mu o wszystkim powiedzieć, wreszcie wylać z siebie wszystkie bóle. To tak strasznie bolało. Od środka byłam w kawałkach, moje serce już nigdy nie będzie w całości, zawsze jakiś odłamek zaginie.Jak w szklance, która potłuczona na posadce w kuchni rozsypała się po całym pomieszczeniu.
    Kiedy znalazłam się na jakimś odludziu spojrzałam w niebo i wściekła na siebie i swoją słabość głośno wrzasnęłam. Znajdowałam się na łące, koło lasu. Otarłam łzy i nagle w słuchawkach zaczęła płynąć muzyka z najnowszego krążka chłopaków. Opadłam na ziemię i zwijając się z wewnętrznego cierpienia jeszcze głośniej zaczęłam płakać. Dlaczego mi się to przytrafiło? Dlaczego właśnie on skradł moje serce? To było niedozwolone. Tak nie mogło być.
   Gorzej już chyba nie mogło być, ale jak się okazało potem... To był dopiero początek złej passy tego dnia.

***

        Odstawiłam talerz do zmywarki i już miałam uciekać do łazienki by wziąć relaksującą kąpiel i na moment oderwać się od tego wszystkiego kiedy w drzwiach stanął Zayn. Zmierzył mnie wzrokiem po czym podszedł bliżej i zaszedł mi drogę. Przypomniałam sobie jego słowa przy stole u rodziców Harry'ego i do oczu po raz kolejny tego dnia napłynęły mi łzy. Zagryzłam dolną wargę patrząc w jego oczy. Nagle poczułam jak chłopak łapie mnie za dłoń i ciągnie w stronę wyjścia. 
   -Choć ze mną.- odpowiedział tylko. Złapałam w biegu kurtkę, a by założyć buty musiałam go zatrzymać.
   -Moment. Musze założyć buty.- powiedziałam, ale ten nie słuchał. Kiedy staliśmy już przy drzwiach puścił mnie po czym wziął na ręce i  zaczął nieść przez ogród. Nie szamotałam się. Wręcz przeciwnie. Cicho siedziałam i przyglądałam mu się, starając się przy tym rozgryźć jego humor. Był szczęśliwy, ale mogłam to wnioskować jedynie po jego rozczochranych włosach i kąciku ust, który nieznacznie był uniesiony ku górze. W końcu postawił mnie na jakimś dużym kamieniu. Byliśmy w ogródku sąsiadów, a właściwie parku za ich domem. Był kompletnie pusty, ani żywej duszy. Tylko ja i on. Tak wymarzona sytuacja, ale teraz chciałam uciec. Nie mogłam na niego patrzeć. Jego piwne ślepia utkwione były we mnie, a usta teraz zaczęły przybierać jeszcze to większy uśmiech. Pomyślałam, że to jakiś żart, ale kiedy złapał moje dłonie w swoje, kiedy już chwiałam się i przyciągnął mnie do siebie zrozumiałam, że na tę chwilę czekałam i ja i on. Nie mogliśmy uciec od siebie. Przeznaczenie postawiło nas na swojej drodze. Tylko czy on widział to samo co ja w swojej wyobraźni czy wręcz przeciwnie.
   -Przepraszam...- wychrypiał szukając na mojej twarzy oznaki zgody. Stałam przed nim bez butów, bez nakrycia, w samej sukience w kwiaty, która powiewała na wietrze i czułam się jak małe dziecko, które właśnie dostaje swoją nagrodę.  Oblizałam spierzchnięte wargi. Wystarczyło jedno słowo bym zapomniała o tych wszystkich kłótniach, o tych problemach i wyzwiskach. Po moim policzku spłynęłam samotna łza. Łza szczęścia, a kiedy tylko się uśmiechnęłam chłopak objął mnie w pasie i mocno do siebie przytulił. Brakowało mi jego ciepła, jego troski i nadopiekuńczości Potrzebowałam go jak powietrza, a kiedy go nie było... Byłam nikim. Zarzuciłam mu ręce na szyję, a nogami objęła go w pasie i jak miś koala wtuliłam się w jego tors.
   -Tęskniłam...- wyszeptałam mu do ucha. Nie minęła sekunda, a nasze usta złączyły się w pocałunku, którego tak bardzo nie chciała, który jeszcze półgodziny wcześniej był dla mnie czymś straszny. Teraz wszystko się zmieniło. Kiedy tylko poczułam jego perfumy... Tak. To właśnie one mnie tak uwiodły, ten jego specyficzny zapach i oczy... Które zawsze na mój widok błyszczały.

    Dwa lata wcześniej...

  Oparłam głowę na torsie chłopaka i poczułam jak ten obejmuje mnie w pasie, przyciągając do siebie. Leżeliśmy w naszym ulubionym miejscu nad rzeką, nieopodal mojego domu. Czekałam aż się odezwie i aż powie coś. Kiedy tylko do mnie i wszedł bez pukania zrozumiałam, że stało się coś ważnego. Nie odzywał się. Wziął mnie na ręce i nie pozwalając założyć butów wyniósł nad rzekę. To piękne miejsce już zawsze będzie mi się z nim kojarzyło. Czekałam cierpliwie wiele minut. On przyglądał mi się z zmarszczonym czołem co jakiś czas całując w usta i głaszcząc po głowie. 
   -Wyjeżdżam.- to jedno słowo zawaliło całe moje życie. Sprawiło, że straciło ono sens, a ja chęci by dalej się starać o jego względy. Usiadłam przed nim po turecku i chowając ręce w kieszenie bluzy patrzyłam wyczekująco na wytłumaczenie.
   - Żartujesz.- skwitowałam uśmiechając się do niego trochę drwiąco. To nie mogła być prawda...
   -Zapomnij o mnie. Zacznij od nowa. Nigdy się nie znaliśmy. Wiem ile by kosztowała cię taka rozłąka, mnie zresztą też, ale nie mogę tu zostać.- do oczu napłynęły mi łzy, które nie uszły jego uwadze.- Nie płacz... Nie zasługuję na to.- pokręciłam głową z niedowierzaniem po czym wstałam.
   -Mam zapomnieć?! Czy ty siebie słyszysz czy ty coś brałeś?! Nigdy nie zapomnę najlepszego roku w moim życiu. Kocham cię jak wariatka, a ty każesz mi zapomnieć?! Jesteś... jesteś...- po moich policzkach pociekły łzy, a żeby wypiowiedzieć te słowa musiałam długo spierać się z swoim sercem. - Jesteś nic nie wart! Sukinsyn! Nienawidzę cię! Rozumiesz to?! Nie chcę cię znać!

Teraźniejszość...
 
   -Przebacz mi.- powiedział całując mnie w czoło.
   -Już dawno przebaczyłam. Nigdy nie przestałam.- powiedziałam zaciągając się zapachem jego perfum. 


____
Od Chocolate997: Mi osobiście się podoba. Miałam na niego wielką wenę i mnóstwo chęci. W porównaniu do poprzedniego. Chyba wszystko już wiecie. Te kłótnie, wyzwiska to tylko przykrywka;D Osobiście na początku miałam inny plan, ale ten wydał mi się bardziej na miejscu. Zapał mi wrócił i mam teraz podwójne chęci, ale za to mniej czasu. Właśnie teraz powinnam kuć z chemii. ;)

2 komentarze:

  1. O Boże <3 Uff... Bałam się, ze ona i Harry będą razem, a przecież Hazza jest mój xd ;D Hah, żartuje oczywiście ;p.. A może nie...?? :D
    W każdym razie rozdział jest F-A-N-T-A-S-T-C-Z-N-Y ! Ślicznie to opisałaś, przepiękny, naprawdę <3 I wreszcie są razem, ba jest i pocałunek ^^ Ślicznie, po prostu CUDO <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jet naprawdę dobry :)
    W końcu poznaliśmy prawdę i to mnie również bardzo cieszy ! :D
    Wszystko jest już jasne :)
    Czekam na kolejny !
    Tylko pisz szybko :)
    Obu tak dalej kochana :*:*:*

    OdpowiedzUsuń